0
 

Po festiwalu

Pod konarami kasztana

"10 lat: Tajlandia", reż. Aditya Assarat, Wisit Sasanatieng, Chulayarnon Siriphol, Apichatpong Weerasethakul

Rok 1984. A nie, przepraszam, rok 2014. Utopijny, letni sezon wakacyjny. Na pokładzie samolotu filipińskich linii lotniczych lecącego do Tajlandii umieszczono broszury z pięcioma poradami pt. „Pomimo bycia pod kontrolą militarną Tajlandia jest bardzo bezpieczna dla turystów. Jeśli chcesz się wtopić, na wszelki wypadek spróbuj tego…”. Dobromyślne przykazania brzmiały tak:
„1. Zawsze miej przy sobie paszport lub jego kopię.
2. Nie noś czerwonych koszulek, które utożsamiane są z grupą przeciwstawiającą się wojskowemu rządowi.
3. Jeśli już musisz zrobić sobie selfie z żołnierzem, bądź miły i spytaj najpierw o pozwolenie.
4. Nie zabieraj ze sobą dystopijnej noweli »1984« George’a Orwella. Nie chcesz zostać pomylony z przeciwnikami przewrotu.
5. Unikaj debat na temat przewrotu, szczególnie w miejscach publicznych”.

22 maja 2014 r. tajlandzkie wojsko wsparte przez rodzinę królewską po raz kolejny dokonało przewrotu (19. już w historii kraju, licząc od 1932 r., z czego dwanaście uwieńczono sukcesem). Odsunięto od władzy Niwatthamronga Boonsongpaisana, następcę Yingluck Sinawatry, która jest siostrą popularnego polityka i byłego premiera – Thaksina Shinawatry, czyli liderów prodemokratycznego ruchu Czerwonych Koszul. Od czasu tych wydarzeń aż do dziś – mimo oficjalnego porządku, jakim w Tajlandii powinna być monarchia konstytucyjna – panuje wojskowy reżim. Wraz z nim w kraju podtrzymywana jest bezwzględna cenzura, dobromyśl (autokorekta myśli) i poprawność kulturowo-polityczna.

Jednak w zasadzie mógłby to być dowolny rok w Tajlandii. “Jak była na początku, teraz i zawsze, i na wieki wieków. Amen”.

Art. 112 KK

Broszura jest jedynie przykładem funkcjonowania tajlandzkiego reżimu poprawności politycznej. Nie wolno pytać, nie wolno rozmawiać, a już na pewno nie wolno komentować. Te wytyczne skierowane były jedynie do turystów, którzy po krótkim odpoczynku na rajskiej plaży szybko wrócą do swoich domów. Inaczej jest w przypadku obywateli Tajlandii i ludzi z pozwoleniem na pobyt stały, którzy monitorowani są na każdym kroku. Liczne akta, paragrafy i systemy inwigilujące stoją na straży zgodności ich myśli i słów z linią polityczną przywódców państwa. Najbardziej znanym i kontrowersyjnym zapisem jest 112. artykuł kodeksu karnego. Stanowi on o tym, że „każdy, kto zniesławia, obraża lub grozi królowi, królowej, następcy tronu lub regentowi”, może zostać uznany za winnego popełnienia lese-majeste (obrazy majestatu). Za pojedyncze przewinienie grozi od 3 do 15 lat pozbawienia wolności. Te mogą się jednak sumować, a tym samym politycznie niepokornych obywateli zamykać w więzieniach na długie lata.

Do narzuconej z góry cenzury dochodzi jeszcze ta obyczajowa, z którą europejski świat jest znacznie mniej zaznajomiony. Autocenzura – a w niektórych przypadkach po prostu brak nawyku krytycznego myślenia i otwartego zadawania pytań – jest w Tajlandii zjawiskiem dość powszechnym. Wynika to nie tylko ze strachu przed władzą, lecz także w uwarunkowań kulturowych. Jest to bowiem kraj, w którym wciąż obowiązuje system kastowy, a więc podważanie autorytetów nie jest popularną praktyką. Najlepszym przykładem funkcjonowania tych zależności był stosunek Tajlandczyków do zmarłego w 2016 r. króla Ramy IX. Uwielbienie, jakim go darzono, było oczywiście wynikiem prężnie działającej propagandy. Jednak to, że owe działania przynosiły zamierzone skutki, wiązało się również z nawykami kulturowymi. Postawa zwątpienia i negowania zarówno zastanego porządku, jak i nowo napływających informacji nie jest często spotykana wśród Tajlandczyków. Szczególnie jeśli chodzi o przekaz idący od autorytetów, takich jak członkowie partii rządzącej czy rodziny królewskiej.

Nie jest oczywiście tak, że całe tajlandzkie społeczeństwo bezrefleksyjnie przyjmuje i akceptuje aktualne rządy. Kryzys polityczny, czyli starcia konserwatystów (zwanych potocznie Żółtymi Koszulami) z ruchami prodemokratycznymi (skupionymi wokół Czerwonych Koszul), trwa od długich lat i systematycznie przeobraża się w często krwawe protesty. Działacze popierający demokrację są jednak skutecznie blokowani i cenzurowani. Gdy stają się zbyt wpływowi, zostają odsuwani od władzy w wyniku przewrotów wojskowych, podobnych do tego, jaki miał miejsce w 2014 r. Ludzie z powodu światopoglądu odmiennego od tego odgórnie narzuconego narażeni są na nieprzyjemności czy nawet na więzienie, a czasami zmuszani są do ucieczki z kraju.

Uwikładnie jednostki

Kwestie uwikłania jednostki we wspomniane ramy kulturowo-polityczne dobrze podnosi projekt „Dziesięć lat: Tajlandia”. To cykl czterech nowel realizowanych w różnej stylistyce przez wyróżniających się reżyserów – Adityę Assarata, Wisita Sasantienga, Chulayarnnona Siriphola i Apichatponga Weerasethakula. Punktem wyjścia do ich powstania było codzienne życie w rzeczywistości kształtowanej przez opresyjny system władzy, przyjęty przez tajlandzki reżim wojskowy. Ten temat stanowi dla twórców płaszczyznę wymiany refleksji nad tym, co było, co jest i co będzie możliwe w dekadę po przewrocie (2014–2024). Jest to obraz jednolicie smutny.

Zachowanie odrębnej estetyki i konwencji prowadzonych narracji, ale też analiza różnych aspektów systemowej opresji, nadaje każdej noweli jej własny, niepowtarzalny charakter. W poszczególnych segmentach reżyserzy poruszają problem wolności artystycznej czy poczucia zaszczucia w społeczeństwie i przedstawiają detale życia codziennego, takie jak przymus stania na baczność podczas śpiewania pieśni narodowych. Jeśli czegoś mi w tym zestawieniu zabrakło, to bohatera zbiorowego. Owszem, ostatecznie człowiek ze swoimi problemami i walką zostaje sam, bo kodeks karny sięga konkretnego imienia i nazwiska winowajcy, ale liczba „myślozbrodniarzy” Tajlandii zdecydowanie wykracza poza pojedyncze jednostki. Patrząc na ostatnie dekady protestów, trudno oprzeć się wrażeniu, że incydenty wciąż będą się powtarzać.

Reżyserzy projektu „Dziesięć lat: Tajlandia” zwracają uwagę nie tylko na zależności pomiędzy obywatelami a monitorującą społeczeństwo władzą, lecz także na relacje międzyludzkie, które również są kształtowane w odniesieniu do aparatu opresyjnego, więc nie bez powodu są przesiąknięte coraz większą nieufnością. W Tajlandii, „jeśli chce się zachować tajemnicę, należy ukryć ją nawet przed sobą”*. Posiadanie poglądów innych niż narzucone przez rząd jest ryzykowne. Donosy też nie są niczym niespotykanym – bądź w obronie własnej, bądź wymuszone, bądź z przekonania o słuszności sprawy. Konkluzja zdaje się jeszcze smutniejsza: kolejne lata przyniosą Tajlandczykom opresję ze strony władz i coraz więcej złego ze strony drugiego człowieka, tj. kolegi z biura, kierowcy taksówki, kelnerki. I zupełnie nie będzie wiadomo, komu zaufać.

„Pod konarami kasztana
Pan sprzedał mnie, a ja pana.
Ich pogrzebano, a my do rana
Pod konarami kasztana”*.

Magda Chodownik

 

* Cytaty pochodzą z książki „Rok 1984” George’a Orwella, tłum. Tomasz Mirkowicz, Wydawnictwo Muza SA 2014.

kontakt: info@piecsmakow.pl
© Fundacja Sztuki Arteria, realizacja: Pracownia Pakamera + Multiversal • Regulamin serwisu