Archiwum - 10. Festiwal Filmowy Pięć Smaków

Katarzyna Kuca: W poszukiwaniu serca miasta

Droga do Mandalay, reż. Midi Z

Według Organizacji Narodów Zjednoczonych mamy na świecie dwadzieścia trzy "megamiasta”, czyli obszary aglomeracyjne, na których żyje więcej niż 10 milionów ludzi.

Aż dwanaście spośród nich znajduje się na kontynencie azjatyckim, gdzie migracja z prowincji do dużych ośrodków jest zjawiskiem niezwykle popularnym. Nieustannie zwiększająca się liczba mieszkańców takich metropolii wymusza regularne przesuwanie ich granic, negocjowanie pomiędzy tym co jeszcze jest miejskie, a tym co już nie mieści się w tej kategorii. Ponieważ jednak każda przestrzeń podlega ograniczeniom, człowiek szuka sposobów aby obszar ten zasiedlić możliwie gęsto. W tym celu buduje coraz to wyższe budynki, monstrualne wręcz konstrukcje, będące świadectwem panowania nad danym terytorium. Widoczne z daleka wieżowce, funkcjonujące jako punkty orientacyjne i znaki szczególne miast, wyznaczają ich centra określające dynamikę życia ich mieszkańców.

W świadomości "przeciętnego” turysty, ukształtowanej poprzez pocztówkowe panoramy Nowego Yorku, właśnie pośród drapaczy chmur bije serce miasta, dlatego tam najczęściej kieruje on swoje kroki w poszukiwaniu autentyczności. W takim przeświadczeniu kryje się jednak pułapka, bowiem uporządkowany architektonicznie, oczyszczony z niedoskonałości krajobraz jest produktem marketingowym, efektem działania przemysłu turystycznego, nareszcie konstruktem zakorzenionym w zbiorowej świadomości przybyszy z zewnątrz. Aby poznać prawdziwą tkankę danego miejsca należy bacznie przyjrzeć się peryferiom, bo to w nich jak w lustrze odbija się cała prawda o lokalnym społeczeństwie. Zasada ta zdaje się mieć swoje potwierdzenie w trzech filmach z sekcji Nowe Kino Azji prezentowanych na tegorocznej edycji Festiwalu Filmowego Pięć Smaków, które opowiadają o życiu w "megamiastach”.

W swojej "Drodze do Mandalay” Midi Z przedstawia popularny kierunek obierany przez migrantów z Birmy, którzy szans na poprawę swojej sytuacji poszukują w sąsiedniej Tajlandii. Dla dwojga głównych bohaterów Bangkok jest równoznaczny z szansą na lepsze życie. Miasto daje im możliwości, nie mami jednak obietnicą natychmiastowego awansu w hierarchii społecznej. W związku z tym Lianquing i Guo nie pielęgnują wyobrażeń o utopii, są bowiem ludźmi mocno stąpającymi po ziemi, zahartowanymi przez przeszłe doświadczenia oraz gotowymi na podjęcie walki o swoją przyszłość. Ta świadomość trudności, z jakimi przyjdzie im się zmierzyć jest dla bohaterów wspólna, różnią ich natomiast aspiracje. O ile mężczyzna emigrację traktuje jako rozwiązanie czasowe, tak dla kobiety decyzja o wyjeździe jest ostateczna. Dążąc do legalizacji swojego pobytu w Tajlandii Lianquing wykazuje niebywały upór i chociaż tak silne skoncentrowanie na celu przeszkadza jej w racjonalnej ocenie sytuacji, to pragnienie potwierdzenia swojego statusu, stania się pełnoprawną obywatelką nadają jej działaniom wyższy sens. Od uzyskania pozwolenia na pobyt zależy nie tylko możliwość zatrudnienia, ale też tożsamość, z jaką chciałaby się identyfikować.

Pierwszą pracę podejmuje bohaterka na obrzeżach miasta, jakby po przejściu przez granicę musiał nastąpić okres kwarantanny. Podejmuje się wykonywania podłych zajęć, ponieważ w dalszej perspektywie dostrzega możliwość powolnej poprawy sytuacji swojej oraz rodziny, którą zostawiła w Birmie. W sensie geograficznym Lianquing planuje przejście z obrzeży w kierunku centrum, w sensie symbolicznym zaś chce zmienić swój status z lekceważonej, wykorzystywanej jako tania siła robocza, niewykwalifikowanej imigrantki w darzoną szacunkiem solidną pracownicę. Podczas kolejnych rozmów kwalifikacyjnych, kiedy zajmuje miejsce naprzeciw potencjalnego pracodawcy, roztacza się przed nią widok na odległe miasto. Jasne, czyste budynki nad brzegiem rzeki są odległe, jakby nierealne. Póki co miasto pozostaje dla niej niedostępne, oddzielone dosłownie i w przenośni niemożliwą do przebicia szybą.

Jako "obca” bohaterka podziela los innych imigrantów. Zamieszkują oni zniszczone, brudne budynki, podróżują wiecznie zatłoczonymi środkami miejskiego transportu, żyją w zamkniętej społeczności, która tylko fizycznie zamieszkuje obszar Bangkoku, mentalnie zaś pozostaje poza jego obrębem. Jak to zazwyczaj bywa, w sytuacjach nieszczęścia grupa ta wykazuje się solidarnością w stosunku do jej członków. Postaci, które obserwujemy dzielą ciasne pokoje, razem spożywają proste posiłki, dbają o siebie wzajemnie, otaczając nowych członków opieką. Znajome Lianquing troszczą się o nią, starają się zapewnić jej możliwie komfortowe warunki do rozpoczęcia nowego etapu w życiu. Dobre chęci to jednak za mało, w tak niesprzyjających okolicznościach bohaterka czuje się zmuszona aby działać, nawet jeśli oznacza to dramatyczne wybory. Kiedy decyduje się sprzedać swoje ciało, stojąc w hotelowym pokoju spogląda w stronę jarzącego się światłami miasta. Po raz pierwszy znajduje się ono tak blisko, jakby kobietę dzielił od niego zaledwie krok.

O przeszłości bohaterów filmu "Zapis moich zmysłów” Joko Anwara wiemy niewiele. Sari przyjechała do Dżakarty dwa lata temu, prawdopodobnie w poszukiwaniu lepszych zarobków. Zatrudniona w gabinecie kosmetycznym dziewczyna wykonuje swoje zadania sumiennie, ale bez zaangażowania. Nie wydaje się, aby na jej barkach spoczywał ciężar utrzymania rodziny, praca jest dla niej o tyle ważna, o ile pozwala na zakup kolejnych filmów. Kinomaniaczka nie dba bowiem o wygody, ze spokojem akceptuje warunki mieszkaniowe, w których łazienkę dzieli z co najmniej dziesięcioma osobami. Jej ciasny pokoik jest małym muzeum kina, sanktuarium gdzie Sari stwarza swój odrealniony świat. Podobnie przestrzeń życia codziennego traktuje Alek, zawodowo zajmujący się tłumaczeniem napisów. Bardziej od porządku dba o właściwie wyeksponowanie kolekcji swoich ulubionych płyt, niedostatki mieszkaniowe rekompensuje sobie poprzez swobodny dostęp do filmowej rozrywki. Oprócz przestrzeni domowej określa go cała dzielnica, po której porusza się wyjątkowo swobodnie, jak deklaruje - "jest u siebie”.

Kiedy wspólna pasja połączy tych dwoje ich świat ogranicza się do kilku najważniejszych punktów na mapie Dżakarty. Gdzieś poza ścisłym centrum stolicy Indonezji życie toczy się nieco wolniej, ludzie tworzą tymczasowe wspólnoty, nawet jeśli ich relacja opiera się głównie na przyzwyczajeniu. Uliczni sprzedawcy zajmują od lat te same miejsca, w centrach handlowych nielegalne kopie największych przebojów kinowych oferują znajomi sprzedawcy, a klientki salonów piękności mają swoje ulubione kosmetyczki. Chociaż zatłoczonymi ulicami poruszają się tysiące pojazdów, to ruch ten porządkowany jest przez rytm miasta, który wpływa na codzienne zachowanie wszystkich jego mieszkańców. Tą samą przestrzeń współdzielą osoby o różnym pochodzeniu etnicznym, wyznaniu i sytuacji materialnej. W krajobrazie dźwiękowym metropolii mieszają się głosy muezzina nawołującego wiernych do modlitwy, dźwięki popowych przebojów w neonowych barach disco oraz przekrzykiwania towarzyszące ulicznym bójkom. Jakarta, jak każde naprawdę duże miasto, nie tylko nigdy nie zasypia, ale i nigdy nie milknie. Dopiero kiedy bohaterowie wpadną w tarapaty, a komediowy charakter opowieści ustąpi miejsca napięciu właściwemu dla thrillera owe dźwięki stają się niepokojące. W ciasnych uliczkach, poza światłem latarni czai się zagrożenie, miasto staje się przytłaczające, a życie w nim uciążliwe. Wtedy na ulice wychodzą polityczni aktywiści, a osamotniona bohaterka boi się miejsca, które jest jej obce.

Tytułowa "Zwyczajna rodzina” wcale nie należy do zwyczajnych. Bohaterowie filmu Eduardo Roy’a Jr. to nieletni bezdomni, którzy mierzą się z nowym wyzwaniem jakim jest rodzicielstwo. Ich sytuacja jest beznadziejna, a jakakolwiek zmiana wydaje się być niemożliwa, bo nie dążą do niej sami bohaterowie. Nastolatkowie żyją dniem dzisiejszym, mierzą się z wyzwaniami, jakie stawia przed nimi codzienność, a perspektywa długoterminowa nie mieści się w ich sposobie rozumowania. Pomimo skrajnie trudnej sytuacji materialnej Jane i Aries czują się panami swojego losu, są przecież niemal wolni od zobowiązań. Mieszkając na ulicach Manili wrastają w tkankę miasta, poznają je od podszewki, stają się jego nieodłącznym elementem.

Chociaż bezdomność i wczesne macierzyństwo są palącym problemem społecznym, to w "Zwyczajnej rodzinie” refleksja ta schodzi na dalszy plan. Wszechobecna bieda przestaje szokować, obserwowana niesprawiedliwość przestaje oburzać. Dopóki dziecko Jane i Ariesa nie zostanie porwane, życie najniższych filipińskich klas społecznych wydaje się być trudne, ale wypełnione szczerą radością z drobnych rzeczy. Młodzi bezdomni trudnią się kradzieżą, która wywołuje raczej wrażenie "niewinnych” figli, ich czas wypełniają motorowe przejażdżki po mieście i przekomarzanie się. Momentami, które przypominają o brutalności życia na peryferiach wielkich aglomeracji są ujęcia nagrane przez kamery przemysłowe. Zarejestrowane przestępstwa uderzają swoją powszechnością, która z kolei przekłada się na zobojętnienie winnych oraz pokrzywdzonych. Przez wadliwie działające instytucje państwowe nikt nie może mieć pewności, że złoczyńców spotka kara, dlatego rezygnuje się z poszukiwania sprawiedliwości. Ponieważ mieszkańcy nie mogą mieć zaufania do wymiaru sprawiedliwości, to nie ufają też sobie nawzajem. Zwykle zajmują ich własne problemy, nie tyle są niechętni udzielać pomocy innym, co pozostają nieufni co do ewentualnych motywacji drugiej osoby. W tych okolicznościach rozpaczliwe działania Jane i Ariesa mogą wydawać się tak samo heroiczne, jak i straceńcze. Zostają oszukani przez społeczność i miasto, które ich wychowało.

Odbiorca filmów, będący jednocześnie bacznym obserwatorem, zauważy że prawda bywa ukryta w najmniej oczekiwanych miejscach. Na jej trop mogą naprowadzić wskazówki pozostawione przez reżysera, pokazujące, iż za pierwszym planem kryją się kolejne. "Droga do Mandalay”, "Zapis moich zmysłów” i "Zwyczajna rodzina” to przede wszystkim opowieści o ludziach, ich losy zamknięte w filmowej formie. Jeśli jednak przyjrzeć im się uważniej, to sportretowane miasta – Bangkok, Manila i Dżakarta – również są ich bohaterami. Metropolie widziane oczami najniższych klas społecznych pokazują swoje brzydsze oblicze, które nie miałoby prawa znaleźć się w folderze reklamowym wakacyjnych wycieczek all inclusive. Jest ono jednak dalekie od stereotypu, a opisane przypadki pokazują, że między opozycjami czarny – biały, biedny – bogaty, zły – dobry kryje się jeszcze cała skala szarości.

kontakt: info@piecsmakow.pl
© Fundacja Sztuki Arteria, realizacja: Pracownia Pakamera + Multiversal