Relacje

Dominika Andrzejewska: Azja na rozdrożu? O "Przemianie" Daina Saida

Przemiana, reż. Dain Said

Sam fakt pokazywania kina azjatyckiego na festiwalu europejskim może rodzić pytania na temat tego, czym kino azjatyckie jest dla widza "zachodniego", czym powinno być i jakie są względem niego oczekiwania.

Film zupełnie oderwany od kontekstu kultury, w której powstał i podążający utartymi schematami, zostanie pewnie oskarżony o epigoństwo. Film na wskroś azjatycki z kolei może nie poradzić sobie z oczekiwaniami widowni przyzwyczajonej do określonej estetyki. Wybór najlepszego filmu w sekcji "Nowe kino Azji" jest więc próbą odpowiedzi na pytanie, czym Azja w ogóle dla nas jest. Część obrazów, zwłaszcza tych, które pretendują do miana "kina społecznie zaangażowanego" przedstawia nam dość standardowy obraz kontynentu - to jest taki, który istnieje w kolektywnej świadomości Euopejczyków: świat azjatycki to świat zmagania się z kolonialną przeszłością, biedy czy wreszcie pierwszych, często nieśmiałych, prób emancypacji.

Z drugiej strony pojawia się drugi nurt, który, zafascynowany zachodem, próbuje dorównać kinu "globalnemu" (takiemu, który trafia do międzynarodowej publiczności, w klasycznym ujęciu chodzi tu o kinematografie europejskie oraz tę ze Stanów Zjednoczonych, która funkcjonują w świadomości zbiorowej jako “filmy, które oglądają wszyscy”). Część twórców wychodzi naprzeciw oczekiwaniom międzynarodowej publiczności z lepszym lub gorszym skutkiem bawiąc się dobrze znanym kinem gatunkowym.

Azjatycką odpowiedzią na estetykę hollywoodzką miała być pokazywana w tegorocznym konkursie "Przemiana" w reżyserii Daina Saida. Sam twórca stwierdził, że film ten jest w założeniu mieszanką kina noir, dreszczowca i kryminału z dodatkiem lokalnego kolorytu Borneo. W Kuala Lumpur dochodzi do serii makabrycznych mordów rytualnych. W śledztwo angażuje się detektyw Man oraz policyjny fotograf, Adam. Podążając tropem tajemniczych fotografii i artefaktów, odkrywają tajemnicę dzikiego plemienia z Borneo.

Ciała ofiar przedstawione zostały z ogromną pieczołowitością. Warstwa wizualna jest zdecydowanie najmocniejszą stroną "Przemiany" - nie bez znaczenia jest tu wysoki, w porównaniu do innych obrazów konkursowych, budżet. Mamy  w filmie do czynienia z estetyzacją zbrodni, obecną we współczesnym kryminale (a zwłaszcza w serialach, vide "Detektyw" czy "Hannibal"). Ofiary wyglądają niemal jak dzieła sztuki - chyba jeszcze nikt nie przedstawił wyprutych żył w sposób tak fascynujący. W odróżnieniu jednak od kryminału klasycznego, w "Przemianie" pojawiają się wątki metafizyczne. Wspomniane wcześniej starożytne plemię z Borneo, symbolizujące w filmie jedność człowieka z naturą, jest oczywiście uwikłane w magiczne, czy wręcz mistyczne motywy.

Reżyser próbuje nas przekonać, że oto będziemy świadkami najważniejszej sprawy kryminalnej w historii kraju. Ani na moment nie rezygnuje z podniosłego tonu. Każda wypowiedziana kwestia mogłaby zostać użyta w zwiastunie w akompaniamencie muzyki w stylu Hansa Zimmera. Brakuje tu całkowicie zabawy konwencją, o której rzekomej obecności informuje nas reżyser. Można odnieść wrażenie, że cały film jest tak naprawdę bezmyślną kopią popularnych blockbusterów. Oczywiście, mamy tutaj też próbę wprowadzenia lokalnych ciekawostek, ale przedstawionego portretu borneańskiej społeczności nie można w żaden sposób traktować jako prawdziwego. Nie krytykuję rzecz jasna wątków nadprzyrodzonych - bardzo żałuję jednak, że konstrukcja postaci z Borneo to nie próba utrwalenia odchodzącego w zapomnienie świata wyspiarskich plemion, a zwykłe efekciarstwo. Wykorzystanie wierzeń tradycyjnej społeczności jest tylko pretekstem do przedstawienia sensacyjnej historii. Intryga, pomimo bardzo ciekawego początkowego konceptu, kuleje. Nie dowiadujemy się na przykład, dlaczego główny bohater mdleje na widok starych negatywów.

Postaci niczym nie zaskakują - są dokładnie tym, czego spodziewamy się zobaczyć w kryminale. Man jest nieco antypatycznym, całkowcie oddanym sprawie detektywem, Adam - psychicznie wykończonym swoją praca fotografem. Najgorzej wypada jednak antykwariuszka - klasyczna femme fatale niskim głosem wypowiadająca kwestię o nieuchronności kolejnych zbrodni. Tego typu budowa postaci sprawdziłaby się kilkanaście lat temu. Dziś jest tylko świadectwem wyczerpania konwencji i przypomina raczej niezamierzoną parodię.

Należy pochwalić Saida za próbę przedstawienia kina malezyjskiego szerszej publiczności i chęć stworzenia prawdziwie międzynarodowego przeboju. Niestety, próba ta jest dość nieudana. “Przemiana” to film, który, choć usiłuje nam wmówić co innego, niepotrzebnie próbuje być bardzo nieazjatycki. Nie igra ze schematami, po raz kolejny pozostawia je bez zmian. Trzeba jednak przyznać, że próbuje zdefiniować przyszłość kina azjatyckiego. W jego ujęciu kino gatunkowe jest próbą przywrócenia Azji światu. Pozostaje tylko zapytać: czy świat potrzebuje kolejnego Hollywood?

kontakt: info@piecsmakow.pl
© Fundacja Sztuki Arteria, realizacja: Pracownia Pakamera + Multiversal