Pięć Smaków w Domu
This page is currently available only in Polish. You can use your browser’s translation feature to view it in your preferred language.
16th Five Flavours Asian Film Festival

Uciekający czas: Kino hongkońskie ostatnich dwudziestu pięciu lat

1 lipca 1997 roku Hongkong został przekazany przez Wielką Brytanię pod administrację chińską. Od tego wydarzenia minęło dwadzieścia pięć trudnych dla Hongkongu lat. Kurczenie się demokracji i swobód obywatelskich wpłynęło na wszystkie aspekty życia miasta, także na wcześniej niezwykle prężną kinematografię. Dzisiaj Pachnący Port nie jest już filmową potęgą, ale – paradoksalnie – problemy sprawiły, że w kinie pojawiły się nieistniejące wcześniej formy i nowe, bliższe jego mieszkańcom wątki. Szereg ograniczeń spowodował, że artyści zwrócili się ku osobistemu kinu, silniej zaangażowanemu w lokalną tematykę. Sekcja  Hongkong: Kino Czasu Przemian śledzi dramatyczną ewolucję tej kinematografii w ostatnim ćwierćwieczu.

autor:
Marcin Krasnowolski

Decyzja o zwróceniu Hongkongu do chińskiej macierzy została formalnie przypieczętowana w 1984 roku. Wpłynęło to natychmiast na treść lokalnych filmów – wówczas skupionych głównie na wysokooktanowej akcji. Pojawiły się w nich pesymizm i lęk o to, co nadejdzie w 1997 roku. Od momentu Przekazania filmowcy funkcjonowali w środowisku znacznie trudniejszym niż dekadę wcześniej. Pekin zaczął stopniowo przejmować kontrolę nad branżą, odpływały z niej pieniądze oraz specjaliści – głównie w kierunku Hollywoodu, gdzie uczyli Amerykanów, jak tworzyć nowoczesne spektakle akcji.

Ci twórcy kina sensacyjnego, którzy zostali, musieli zaciągnąć hamulec i zastanowić się, jak budować akcję z mniej spektakularnych elementów. Najlepiej w nowej rzeczywistości odnalazł się Johnnie To, mistrz, którego filmy były wielokrotnie pokazywane na Pięciu Smakach. Postawił on na jakość, nie na ilość i zamiast barokowo rozbuchanej choreografii i głośnych wybuchów zaproponował zastrzymane w kadrze sekwencje strzelanin z udziałem postaci tkwiących nieruchomo w fotogenicznych układach. Rozwiązanie to po raz pierwszy pojawiło się w Misji z 1999 roku – w słynnej sekwencji nakręconej ekspresowo w zamkniętym na noc centrum handlowym. To konsekwentnie rozwijał technikę w kolejnych filmach. Jeden z jej najbardziej imponujących przejawów można znaleźć w konfrontacji wieńczącej długą noc w PTU (2003), gdy na ulicy dochodzi do efektownej potyczki między policjantami a gangsterami. PTU to modelowe dzieło twórcy z tego okresu, zrealizowane za skromne środki w przerwie między innymi projektami, ale zaskakujące spójnością i głębią filmowych doznań.

W pierwszych latach XXI wieku To uchodził za tego, który dźwigał na swoich barkach misję ratowania lokalnego kina akcji. Nie był jednak sam – cały czas ważne filmy tworzyli np. Dante Lam czy Benny Chan. Wielkim artystycznym i komercyjnym wydarzeniem, a także zastrzykiem nadziei, że kino Hongkongu nadal może inspirować świat, była Piekielna gra Alana Maka i Andrew Laua (2002). Napisali oni inteligentny scenariusz, który zaadaptowali w formie gęstego, nowoczesnego thrillera. Dwadzieścia lat później Piekielna gra nic nie traci na jakości, nadal zachwyca i chwyta za gardło. Film miał dwie bardzo dobre kontynuacje, ale trylogia nie uratowała hongkońskiego kina akcji – była raczej jego łabędzim śpiewem. Na ironię zakrawa więc, że to za remake filmu Maka i Laua swojego pierwszego Oscara otrzymał Martin Scorsese. Mistrz nowojorskiego kina gangsterskiego był przez lata inspiracją dla hongkońskich twórców, ale na pewnym etapie kariery stracił kreatywność. Posiłkowanie się pomysłem z Hongkongu jest na to dowodem.

W tym trudnym okresie „pomocną” rękę do Hongkończyków wyciągnęły Chiny.  Obietnicą był rosnący tam kinowy rynek, z roku na rok dający coraz większe możliwości. Państwo Środka dysponowało pieniędzmi i setkami milionów widzów, ale to mały Hongkong posiadał doświadczonych reżyserów, rozpoznawalne gwiazdy i fachowców tworzących świetne sceny akcji. Coraz większa liczba artystów godziła się na współpracę, a koprodukcje stały się osobnym nurtem kina hongkońskiego. To filmy z dużymi budżetami, policyjne i gangsterskie, wuxia czy kung fu. Część z nich stała się naprawdę dużymi przebojami, np. dyptyki Shock Wave i The White Storm czy seria filmów o Ip Manie.

Skoro Hongkong otrzymał dostęp do dużego rynku chińskiego, dlaczego nie jest to zjawisko korzystne dla tej kinematografii? Produkcje te są realizowane z myślą o chińskim widzu, zgodnie z wytycznymi partyjnej cenzury. Scenariusze stały się z jednej strony błahe i płytkie, skupione głównie na wybuchach, a z drugiej – bezpieczne i zmierzające do oczywistego zakończenia. Dobro musi zwyciężyć, przestępcy muszą ponieść porażkę, tak mówi kodeks chińskich cenzorów. Tu należy zaznaczyć, że twórcy realizujący filmy w Hongkongu i tak mogą pokusić się o ostrzejszą i bardziej szaloną akcję niż ci, którzy pracują w Chinach kontynentalnych. Ważną kwestią jest język – przez parę lat po Przekazaniu film mógł mieć dwie wersje językowe: kantońską dla Hongkończyków i mandaryńską dla Chińczyków, potem Pekin wymagał już tylko jednej – mandaryńskiej.

Dzisiaj hongkońscy twórcy kina komercyjnego, jeśli chcą pracować, kierują swoje kroki do Pekinu – nie mają innego wyjścia. Różny jest stopień zaangażowania, np. Tsui Hark, jeden z ojców sukcesu kina hongkońskiego lat 80., teraz realizuje propagandowe agitki za olbrzymie pieniądze. Wspomniany Johnnie To długo opierał się współpracy – pozostawał w Hongkongu, gdzie skupiał się na wychowaniu kolejnego pokolenia lokalnych reżyserów. W końcu jednak sięgnął po chińskie pieniądze, a jego filmy wyraźnie się zmieniły. Jednak Hongkong pozostaje cały czas w sercu artysty, czego dowodzi wyprodukowany przez niego Septet: Opowieść o Hongkongu, pożegnalny (?) list miłosny do miasta. Co ciekawe, w system koprodukcji wpadł nawet niezależny Fruit Chan, który chałturzy w Chinach, aby móc od czasu do czasu zrealizować osobisty projekt w Hongkongu.

To wszystko nie znaczy, że w ramach chińsko-hongkońskiej współpracy nie powstają wartościowe filmy. Przykładem udanych koprodukcji są prezentujące świetne bijatyki filmy z serii SPL czy W pogoni za smokiem z Andym Lauem i Donnie’em Yenem. To imponująca inscenizacyjnym rozmachem gangsterska opowieść o Hongkongu lat 60., oparta na losach historycznych postaci.

Poza koprodukcjami, kino hongkońskie, przed rokiem 1997 wściekle konkurencyjne i skrajnie komercyjne, zaczęło się zmieniać. Coraz trudniejsze uwarunkowania polityczno-biznesowe wymusiły mniejsze budżety i sprawiły, że repertuar zaczął zyskiwać na różnorodności. Pojawiło się niezależne kino autorskie, coś, czego Hongkong wcześniej w zasadzie nie znał. Prekursorem był Wong Kar Wai, który realizował swoją osobną wizję od początku lat 90., ale pierwszym prawdziwie niezależnym autorem był Fruit Chan. Wyszedł on w połowie dekady z paruosobową ekipą na ulice, by pokazać, jak jego ojczyzna zmienia się w kluczowym momencie historii. Made in Hong Kong pokazuje mizerne perspektywy młodych ludzi, gnieżdżących się w betonowych mieszkankach. Kluczowe sekwencje Najdłuższego lata rozgrywają się wśród zarejestrowanych dokumentalną kamerą fajerwerków podczas uroczystości Przekazania. Durian Durian to portret pracownicy seksualnej, która przyjechała do Hongkongu z chińskiej prowincji, jak wiele innych młodych dziewczyn tuż po Przekazaniu.

Swoimi żarliwymi i autentycznymi filmami Fruit Chan wskazał drogę reżyserom, którzy byli zainteresowani opowiadaniem historii z osobistego punktu widzenia. Jednym z najbardziej charakterystycznych twórców tego okresu jest Pang Cho-cheung, autor niegrzeczny i prowokujący. Podczas przeglądu przypominamy jego znakomitą komedię romantyczną Miłość i papierosy, którą uznaje się za bardzo trafny portret młodych Hongkończyków pierwszej dekady XXI wieku – uszczypliwy, ale pełen czułości.

Innym przykładem niezwykle ciekawego autorskiego głosu jest Yan Yan Mak, której Motyl także znalazł się w programie sekcji. Film powstał, ponieważ w Hongkongu powołano fundusz wspierający artystów – instytucję wcześniej nieobecną. To piękna, liryczna i dosłowna historia romantycznej relacji dwóch kobiet i nie ma wątpliwości, że parę lat później taki film nie mógłby już powstać – nie pozwoliłaby na to cenzura. Niestety, mimo sukcesu Motyla, reżyserka nigdy nie rozwinęła skrzydeł na miarę możliwości i talentu.

W kolejnych latach kino stricte hongkońskie, realizowane w języku kantońskim, stało się domeną twórców młodych, nastawionych idealistycznie i patriotycznie. Potencjalnie niewielka publiczność nie była dla nich przeszkodą, ważna stała się obrona zagrożonej lokalnej tożsamości. Filmowcy, którzy często byli też aktywistami ruchów prodemokratycznych, zwrócili się ku tematom politycznym. Najgłośniejszym filmem w tym nurcie stało się nowelowe Dziesięć lat, kreślące futurystyczną wizję metropolii po kolejnej dekadzie podlegania chińskiemu rządowi. Film stał się sensacją wśród lokalnych widzów, ale rozwścieczył władze w Pekinie. Były też filmy opowiadające o prodemokratycznych protestach, za pomocą których Hongkończycy wyrażali sprzeciw wobec kolejnych działań Pekinu. Po wprowadzeniu ostrych zasad cenzury twórcy znaleźli się jednak w dużym niebezpieczeństwie, groziło im więzienie. Część z nich opuściła Hongkong, pokazywanie ich filmów stawało się coraz trudniejsze.

Obecnie poziom przeciętnego filmu hongkońskiego nie jest wysoki, ale każdego roku trafiają się dzieła ważne, rezonujące zarówno z publicznością lokalną, jak i festiwalową. To miejskie opowieści, skłaniające się ku życiu zwykłych ludzi, często wykluczonych ze społeczeństwa. Przedstawicielami tego nurtu w przeglądzie są: zrealizowana w czasie pandemii Wąska droga oraz Moje słońce, autobiograficzna historia reżyserki wychowywanej przez niewidomych rodziców.

Kino Hongkongu wciąż żyje i nadal potrafi zachwycić, trudno jednak spoglądać w przyszłość z umiarkowanym nawet optymizmem. Działania Pekinu bardzo przyspieszyły w ostatnich latach, rozprawiono się z opozycją i nałożono na miasto szczelną czapę cenzury, która zabrała artystom resztki tlenu. Uprawianie szczerej i autentycznej sztuki stało się po prostu niebezpieczne. Hongkońscy twórcy nadal będą realizować filmy poświęcone swojej ojczyźnie, ale pewne tematy znikną na zawsze.

autor:
Marcin Krasnowolski

Be up to date!

© Fundacja Sztuki Arteria
Our website uses cookies, i.e. small text files that a website saves on your computer or mobile device when you browse the site. Click here to change your cookie settings.