Pięć Smaków w Domu
Odeszła Jagoda Murczyńska
Nasza wspaniała koleżanka i przyjaciółka, z którą przez 10 lat mieliśmy przywilej dzielić pasję do kina i wspólnie tworzyć festiwal.
Wong Kar Wai

Wong Kar Wai: niespokojne serca, zapętlony czas

Chungking Express

Bohaterowie Wong Kar Waia nieustannie grają – przybierając pozy, sprawdzając wymyślone tożsamości, przeglądając się w lustrach, w oczach kochanków, w przeszłości, która spogląda na nich przez wszechobecne tarcze zegarów. Wydają się nieustannie balansować na granicy rzeczywistości, wymyślając ad hoc swoje historie, podszywając się pod innych, skrywając spojrzenia za ciemnymi okularami. Gubi się granica między prawdą a kreacją – a jednak jest w nich coś do bólu autentycznego. Ból. Tęsknota. Nieukojone pragnienie. Niepokój, który nie pozwala osiąść w miejscu.

Tekst opublikowany w Gazecie Festiwalowej 15. edycji AFF Pięć Smaków

Wong jest niekwestionowanym mistrzem współczesnego kina, a jego fabuły od trzech dekad uwodzą i hipnotyzują kolejne pokolenia, odnajdujące echo swoich emocji w historiach o złamanych sercach i niepokornych duszach, zawsze stających w kontrze do świata. Styl jego kina odcisnął się na niezliczonych etiudach studenckich i dziełach nowych wybitnych autorów, którzy chętnie przyznają się do inspiracji ekspresyjną grą świateł, ekstrawaganckim użyciem barw i rozedrganym montażem Wonga.

Reżyser urodził się w 1958 roku w Szanghaju, skąd jego rodzice wyemigrowali do Hongkongu, kiedy miał pięć lat. Dwójka jego rodzeństwa miała dołączyć później, nie zdążyli jednak przed zamknięciem granic na skutek Rewolucji Kulturalnej – chłopiec zobaczył ich dopiero dekadę później, a jego dzieciństwo było czasem dużej samotności w mieście, którego języka nie znał i gdzie spędzał czas głównie z dorosłymi. Matka chętnie zabierała go do kina – tam właśnie narodziła się jego fascynacja obrazem i sztukami pięknymi, które potem studiował. Oglądał klasykę kina, w tym filmy szanghajskich twórców, którzy również z powodów politycznych migrowali do Pachnącego Portu i tworzyli tam cały nurt kinematografii, będący mostem łączącym diasporę z rodzimą kulturą.

Dni naszego szaleństwa

Po studiach graficznych Wong trafił na staż do telewizji i wkrótce zajął się pisaniem scenariuszy – zarówno do seriali, jak i produkcji filmowych, z których większość miała komercyjny charakter. Zajęcie, często realizowane zespołowo, pozwoliło mu jednak zdobyć rozeznanie i kontakty w branży, dzięki czemu w 1987 roku stał się współzałożycielem małego studia produkcyjnego i otrzymał możliwość wyreżyserowania debiutanckiego filmu. Był to czas świetności hongkońskiego kina akcji, nic dziwnego zatem, że młody twórca sięgnął po ten właśnie gatunek. Do projektu udało mu się pozyskać najbardziej gorące nazwiska tego okresu: Maggie Cheung, Jacky’ego Cheunga i piosenkarza Andy’ego Lau w głównej roli drobnego gangstera o zaczepnym spojrzeniu. „Kiedy łzy przeminą” (1988) okazało się filmem akcji udanym i cieszącym się uznaniem publiczności, choć pod wieloma względami wykraczającym poza obowiązujące konwencje. Nieco bardziej rozproszona struktura fabuły, skupienie uwagi na pękniętej relacji między Ngor i Wah, stylowe wizualnie pasaże podkreślające emocje związane z dokonywanymi przez nich wyborami – to wszystko zapowiadało już w jakiś sposób późniejsze fascynacje i obsesje reżysera.

Wong Kar Wai postanowił wykorzystać sukces filmu i zdecydował się na śmiałe posunięcie: odejście od kina gatunkowego, które rozsławiło hongkońską kinematografię. Jego kolejny projekt, „Dni naszego szaleństwa” (1990), to oniryczna fabuła rozgrywająca się w latach 60. Podążamy w niej za kobieciarzem Yuddym, którego niespokojne serce nie może znaleźć sobie miejsca. Wśród kolejnych kochanek przewija się jednak kobieta mająca stałe miejsce w jego życiu – przybrana matka, z którą łączą go skomplikowane relacje. Sprowokowany, wyjeżdża w końcu w podróż, by odszukać na Filipinach matkę biologiczną.

Fragmentaryczny, skupiony na stylistycznych detalach film jest przesycony nostalgią i pokazuje bohaterów brnących w efemeryczne związki, zatopionych w fantazjach o niespełnionym pragnieniu. Do genialnej aktorskiej trójki z debiutu Wonga dołączyli równie wybitni Leslie Cheung w roli głównej i Tony Leung, przemykający na marginesach opowieści. Widownia nie była jednak przygotowana na taki rodzaj kina – od tak celebryckiej obsady oczekiwano raczej dynamicznej akcji, humoru i gorącego romansu. Film przepadł w kinach, zdobył jednak uznanie krytyków i jurorów – dziś uważany jest za jeden z najważniejszych tytułów w historii hongkońskiego kina.

„Dni naszego szaleństwa” były też pierwszym filmem, przy którym Wong pracował z operatorem australijskiego pochodzenia Christopherem Doylem. Od kadrów w kolorze przymglonego indygo i zgaszonej zieleni zaczęły się ich wspólne eksperymenty z obrazem, bez których trudno byłoby sobie dziś wyobrazić wszystkie nostalgiczne i surrealistyczne wongkarwaiowskie światy. Wtedy też reżyser zaczął stosować technikę step printing, polegającą na powielaniu filmowych klatek, i inne sposoby manipulacji tempem i rytmem, które nie tylko dawały hipnotyczny, ekspresyjny wizualny efekt, ale też podkreślały subiektywną relację bohaterów do czasu i ich relację ze światem, w którym zdają się egzystować często nie do końca na serio.

Chungking Express

Finansowe problemy drugiego filmu skłoniły Wonga do podjęcia się produkcji z gatunku wuxia, czyli klasycznego kostiumowego kina sztuk walki. Nie byłby jednak sobą, gdyby zrealizował konwencjonalną fabułę o mistrzach miecza – jego „Popioły czasu” miały bardzo eksperymentalną formę i znów skupiały się bardziej na psychologii bohaterów i ich wewnętrznych dylematach niż na efektownej akcji. Realizacja produkcji trwała jednak na tyle długo, że reżyser, zmęczony projektem, zapragnął odskoczni. W czasie dwumiesięcznej przerwy w zdjęciach powstało „Chunking Express” (1994), ikoniczne dzieło reżysera, dzięki któremu podbił międzynarodową publiczność i jurorów największych festiwali.

Teledyskowy portret Hongkongu i jego mieszkańców, których życiorysy splatają się na mgnienie oka, by nigdy ponownie się nie spleść, to fenomenalny miejski poemat, płynący z pulsującym rytmem neonowych świateł i chwytający melodie z małych barów, stacji metra, podejrzanych zaułków, gdzie kwitną nielegalne interesy. Fabuła gra z oczekiwaniami widza, żonglując slapstikowym humorem i rozdzierającą nostalgią. Uwodzi cukierkowymi piosenkami i mami obietnicami romansów, które nie mogą się wydarzyć. A równocześnie film ten pokazuje Hongkong w bardzo bolesnym historycznie miejscu – w pełni świadomy, że kończą się przewidywalne czasy brytyjskiego zarządzania, w napięciu oczekujący na swoją „datę ważności”, rok 1997, w którym ma przejść pod władzę Chin, a ich czułe objęcia mogą oznaczać radykalne zmiany w rozumieniu pojęć takich jak wolność czy prawa obywatelskie.

Spektakularny sukces „Chunking Express” pozwolił Wongowi na niemal natychmiastową realizację drugiej części projektu, na którą pomysły zbierał jeszcze na planie pierwszej. Podobni bohaterowie, podobne związki, będące jednak raczej ich mrocznym odbiciem i groteskowym przekształceniem niż próbą kontynuowania pierwotnej narracji. Drapieżny, dynamiczny i kreślony do znacznie mocniejszych rytmów obraz miasta zabiera nas w jego nocne zaułki i pokazuje tajemnice – te wstydliwe i te budzące grozę.

W roku 1997 Wong Kar Wai zabrał kamerę i swoich ulubionych aktorów – Tony’ego Leunga i Lesliego Cheunga – w miejsce oddalone od Hongkongu tak daleko, jak do tylko możliwe. Po drugiej stronie kuli ziemskiej, w rytmie argentyńskiego tanga, bohaterowie „Happy Together” krążyli wokół trudnej miłości. Nomadyczne uczucie rozproszone po kontynentach, magnetyczne powroty i niemożliwy do zniesienia ból życia razem: to tylko część elementów, które złożyły się na jeden z najpiękniejszych melodramatów w historii kina, za który Wong jako pierwszy Hongkończyk otrzymał nagrodę za reżyserię na festiwalu w Cannes. Film nie stroni od politycznych aluzji, jest jednak równocześnie doskonałym psychologicznie portretem związku, który nie ma prawa przetrwać, a jednocześnie nie może wygasnąć.

Spragnieni miłości

Po zaledwie dwóch latach Wong Kar Wai znów rzucił świat na kolana. Nakreślony z niezwykłą precyzją i wyczuciem detalu portret zakazanej miłości w Hongkongu lat 60., „Spragnieni miłości” (2000), to kolejny powrót reżysera do czasu własnego dzieciństwa. Powrót przefiltrowany przez nieskrępowaną nostalgię i tęsknotę do olśniewająco pięknego czasu, z całą świadomością jego bezwzględnych społecznych tabu i niepisanych reguł, które uśmiercały uczucia i prostowały życiorysy pod linijkę dobrych obyczajów. Zakrojona na szeroką skalę produkcja pieczołowicie budowała atmosferę kostiumem, muzyką i scenografią – opowiadając o bohaterach połączonych przez zbieg okoliczności prowadzący w ślepy zaułek pragnień, których nie mogli nazwać nawet we własnych myślach.

Pięć lat trwały prace nad kontynuacją tego arcydzieła – choć pomysł na nią powstał nawet wcześniej. Retro-futurystyczne „2046” (2005) ma w tytule aluzję do numeru hotelowego pokoju ze „Spragnionych miłości”, ale też do roku, w którym Hongkong według planów politycznych miał zostać w pełni scalony z chińską macierzą. Wong flirtuje z konwencją science-fiction, jednak osią fabuły są wciąż charakterystyczne dla niego pytania dotyczące pamięci, utraty i bezskutecznego poszukiwania spełnienia.

Powracał do tych tematów jeszcze wielokrotnie w kolejnych produkcjach. W ramach retrospektywy na 15. Pięciu Smakach prezentujemy siedem odrestaurowanych pod okiem samego mistrza filmów. Wong wykorzystał okazję, by powrócić do pewnych swoich artystycznych zamierzeń, które wcześniej z różnych technicznych powodów nie mogły zostać zrealizowane. Choć dla filmowych purystów to gest kontrowersyjny, reżyser uznaje, że podobnie jak nie wchodzi się dwa razy do tej samej wody, tak spotkanie z filmami pokazywanymi po latach, w innych realiach, jest i tak zupełnie nowym spotkaniem.

2046

Jedną ze zmian, które wprowadzono w procesie rekonstrukcji, było przywrócenie „Chunking Express” i „Spragnionym miłości” formatu 1.66:1 – w tym formacie zostały nakręcone i tak pierwotnie wyświetlano je w kinach (w dalszej dystrybucji przekonwertowano je na 1.85:1). W przypadku „Upadłych aniołów” reżyser zmienił proporcje na szerokoekranowe 2.66:1, bo tak zaplanował je pierwotnie, czego nie udało się zrealizować. Dokonano też korekt kolorystycznych i poprawiono dźwięk w kilku filmach. Największe zmiany dotyczą „Happy Together”: oryginalne taśmy tego filmu zostały uszkodzone w pożarze archiwum, stąd w nowej wersji kilka scen uległo skróceniu, choć przy ogromnym wysiłku odpowiedzialnego za rekonstrukcję zespołu L’Immagine Ritrovata znaczną część materiału udało się uratować.

tekst:
Jagoda Murczyńska

bądź na bieżąco!

© Fundacja Sztuki Arteria
Nasza strona internetowa używa plików cookies aby dostosować się do twoich potrzeb. Możesz zaakceptować pliki cookies lub wyłączyć je w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje. Dowiedz się, jak wyłączyć cookies.