0
 

Po festiwalu

Miłe dziewczyny

"Kronika czułości", reż. Yang Mingming

Rozmawiamy z Yang Mingming o jej pełnometrażowym debiucie, „Kronice czułości”, o różnicy pokoleniowej i zmianach we współczesnym chińskim kinie.

Maja Korbecka: Zarówno w „Female Directors”, jak i w „Kronice czułości” skupiasz się na relacji między dwiema kobietami, więc wybór aktorki jest kluczowy. Guo Yue znałaś już z czasów studiów, a w jaki sposób zaczęłaś współpracować z Nai An?

Yang Mingming: Nai An przez ostatnie lata wkładała wiele starań we wspieranie młodych filmowców. W związku z tym, że scenariusz „Kroniki czułości” zdobył nagrodę w ramach organizowanego przez festiwal Golden Horse programu wspierania nowych projektów, Nai An słyszała o filmie jeszcze przed tym, gdy zwróciłam się do niej z propozycją zagrania roli matki. Po zapoznaniu się ze scenariuszem stwierdziła, że jest niezły, choć podkreśliła, że nie jest to najlepszy scenariusz, jaki widziała. (śmiech) Nai An ma duże doświadczenie, widziała wielki świat oraz po prostu jest bardzo inna od postaci, w którą się wcieliła. To wszystko sprawia, że jej gra ma w sobie dużo napięcia.
Miałam ogromne szczęście, ponieważ Nai An jest zazwyczaj bardzo zajęta, ale akurat podczas tych dwóch tygodni zdjęć do „Kroniki czułości” miała trochę wolnego czasu.

M.K.: W jednej z głównych ról zdecydowałaś się obsadzić samą siebie. Na ile historia bohaterki jest bliska twojej biografii?

Y.M.: Życie w hutongach pokazane w „Kronice czułości” jest mi bardzo znajome, ponieważ sama od dzieciństwa mieszkam w jednym z nich. Uważam, że warto pokazać ludziom sposób życia w starszych zabudowaniach, takich jak hutongi. Historia przedstawiona w „Kronice czułości” nie jest bezpośrednio związana z moim doświadczeniem życiowym, ale też nie zaprzeczam, że w początkowym stadium pisania scenariusza nieco sugerowałam się moją relacją z matką. Jednak stopniowo, wraz ze zbieraniem materiałów, zdałam sobie sprawę, że niemal wszystkie moje znajome mają podobne doświadczenia w relacjach ze swoimi matkami.

M.K.: Nai An, przed skupieniem się na pracy producentki, grała we wczesnych filmach Lou Ye, takich jak „Dziewczyna w opresji” („Wei qing shao nu”, 1994), „Weekendowi kochankowie” (1995) czy „Suzhou” (2000). Twórcy z kręgu 6. generacji filmowców chińskich byli twoimi profesorami w szkole filmowej. W filmie Yanga Chao, który pokazywaliśmy na FF Pięć Smaków w zeszłym roku, pełniłaś rolę montażystki. Co sądzisz o dorobku 6. generacji filmowców chińskich i ich działalności w chińskim przemyśle filmowym?

Y.M.: To prawda, producent „Kroniki czułości” to także mój wykładowca ze studiów, a teraz współpracujemy ze sobą zawodowo. Nie obchodzą mnie za bardzo nazwy kolejnych nurtów i generacji. Według mnie różnica między reżyserami zależy od odmiennej estetyki i stylów wizualnych ich filmów. Podział na generacje jest najprawdopodobniej umotywowany tym, że niemożliwe jest zignorowanie ciężaru wydarzeń historycznych, jakie wpłynęły na ich twórczość; koresponduje to też z faktem, że współcześni młodzi chińscy reżyserzy (w tym ja) rzadko z własnej chęci oglądają filmy 6. generacji – bardziej traktujemy je jako klasykę kina i obowiązkowe materiały do nauki.

M.K.: W filmie w tle pojawiają się plakaty – z festiwali filmowych, z filmu „Passages” („Lu cheng”, 2004) w reżyserii Yang Chao, filmów innych reżyserów 6. generacji i europejskiego kina artystycznego, takich jak Béla Tarr. Czy stanowią one dla ciebie punkty odniesienia, źródła inspiracji?

Y.M.: Te plakaty wisiały wcześniej już w miejscu, w którym zdecydowaliśmy się kręcić, nie były one specjalnie dodane. Ponadto pasują do tożsamości Zhang Xiana, krytyka filmowego i chłopaka głównej bohaterki. Według mnie te pełne długich ujęć dzieła kina bardzo różnią się od stylu filmowego „Kroniki czułości”, więc – naturalną koleją rzeczy – nie były one bezpośrednio źródłem mojej inspiracji, choć nie znaczy to, że nie podziwiam tych filmów.

M.K.: „Kronika czułości” mówi także o różnicy pokoleniowej: matka to pokolenie gorączki kulturalnej (lata 80.), a córka to iGeneration (pokolenie jedynaków z iPhone’em). Jaki według ciebie jest główny powód przepaści generacyjnej w Chinach? Jaka jest największa różnica między tym, jak żyją pokolenia rodziców a ich dzieci?

Y.M.: W filmie postać córki używa T1 [chińska marka produkująca smartfony, także ich bardzo małe modele – przyp. M.K.]!
W chińskiej tradycji relacje międzypokoleniowe to podstawa funkcjonowania człowieka w świecie. Układ między mężem a żoną jest na pierwszym planie, a związki międzyludzkie poza obrębem rodziny mają ograniczony zakres i są sztucznie uregulowane. Społeczeństwo nie jest w stanie zapewnić dostatecznego poczucia bezpieczeństwa. Nie wspominając już nawet o intymnych związkach – teraz młodzi ludzie żyją dla siebie samych… Nie deprecjonuję ich zachowania, tylko sądzę, że powinni żyć tak, by dbać o swoje zdrowie emocjonalne i psychiczne.

M.K.: W jednym wywiadzie powiedziałaś: „Kiedy w wieku 16 lat miałam kamerę cyfrową, natychmiast zrozumiałam, że ta zabawka jest o wiele ciekawsza niż piękni chłopcy”, i wspomniałaś, że twój debiut to film o dwóch kobietach i maszynie (kamerze). Jak oceniasz twórczość kobiet w Chinach? Czy jest jakaś reżyserka lub pisarka, która cię inspiruje?

Y.M.: (śmiech) Spośród chińskich reżyserek szanuję Liu Jiayin – jej film „Oxhide” („Niu pi” 2005) jest świetny! Jeśli chodzi o zagraniczne reżyserki, to cenię twórczość Lynne Ramsay, Moniki Treut i Jessiki Hausner. Tylko wiesz, lubię je głównie dlatego, że wiem, że nigdy w życiu nie uda mi się nakręcić filmu w ich stylu. Nie naśladuję innych – uwielbiam pracę tych reżyserek, bo imponuje mi ich poczucie estetyki oraz pewność siebie.

M.K.: „Kronika czułości” była nominowana do nagrody za najlepszy film na tegorocznym MFF FIRST w Xining w Chinach. Jaka jest twoja opinia o festiwalu i jaką rolę odgrywa on w promowaniu młodych filmowców w Chinach?

Y.M.: FIRST to niezwykle ważny festiwal filmowy dla młodych filmowców w kraju: daje im świetną przestrzeń do wypowiedzi i sprawia, że ich twórczość może być dostrzeżona przez większą grupę ludzi. Jednak po festiwalu wydarzyły się złe rzeczy; teraz nie chcę za bardzo rozwijać tego tematu.

M.K.: Po obejrzeniu „Kroniki czułości” wiele osób zauważa, że postać grana przez Nai An przypomina im o ich własnej matce, i identyfikuje się z historią na ekranie. Film był wyświetlany na festiwalach w Berlinie, Hongkongu i Edynburgu. Jaka jest reakcja publiczności na film? Czy reakcja różni się między poszczególnymi krajami?

Y.M.: W Europie publiczność śmieje się częściej i donośniej, bardziej spontanicznie, ale – ogólnie rzecz biorąc – wszędzie na świecie relacje między matkami i córkami są zadziwiająco podobne.

M.K.: W filmie każda sekwencja sprzeczek między matką i córką to bogactwo językowe w scenariuszu. Czy masz swoje ulubione zwroty lub słowa?

Y.M.: Moje ulubione powiedzenie to „Hutong to po prostu styl!”.

M.K.: Nad czym pracujesz teraz?

Y.M.: Ostatnio jeżdżę po festiwalach z „Kroniką czułości” – latam z jednego końca świata na drugi. Jednocześnie stopniowo zaczynam zastanawiać się nad nowym projektem. Jeśli chodzi o plany na przyszłość, to poza zrealizowaniem kolejnego filmu chciałabym się zakochać. Niestety zazwyczaj trudno pogodzić życie osobiste z zawodowym. (śmiech)

tłum. Maja Korbecka

Wywiad przeprowadzony w sierpniu 2018 r.

kontakt: info@piecsmakow.pl
© Fundacja Sztuki Arteria, realizacja: Pracownia Pakamera + Multiversal • Regulamin serwisu