Archiwum - 10. Festiwal Filmowy Pięć Smaków

Michał Mielnik: Nowe kino filipińskie: lokalny naturalizm, globalne fantazje

Zwyczajna rodzina, Eduardo Roy Jr.

W tegorocznej edycji festiwalu w konkursowej sekcji "Nowe kino Azji" znalazły się aż dwa tytuły pochodzące z Filipin, kraju, który w ostatnim czasie znalazł się w sferze zainteresowania światowych mediów za sprawą wyborów prezydenckich, w których wygrał Rodrigo Duterte.

Wydarzyło się to wprawdzie zbyt niedawno, aby nowa sytuacja została w jakikolwiek sposób skomentowana w kinematografii tego kraju, niemniej jednak zarówno "Zwyczajna rodzina" w reżyserii Eduardo Roy Jr, jak i "Dziecko Apokalipsy" autorstwa Mario Cornejo w zawoalowany sposób prezentują pewien rys społeczno-polityczny wyspiarskiego państwa.

Kino filipińskie jest teraz na fali: wystarczy wspomnieć sukcesy zarówno filmów art-housowych Lava Diaza na festiwalach w Berlinie i Wenecji, jak i laury, które spadły na operującego w rejestrach gatunkowych Brillante Mendozy za jego obraz "Ma Rosa" w Cannes. Można już zacząć mówić o pewnym geograficznym trendzie, o nowej fali przypominającej rozwojem międzynarodowy sukces kinematografii rumuńskiej, izraelskiej lub greckiej.

Jednak Eduardo Roy, Jr. nie jest debiutantem na warszawskiej imprezie. Gościł on już na Pięciu Smakach w 2014 r., gdzie pokazywał "Fabrykę dzieci" oraz "Metamorfozę". Tych uczestników poprzedniej edycji festiwalu, którzy widzieli oba tytuły, konfrontacja z jego najnowszym dziełem może zaskoczyć, albowiem artysta ten znany jest z daleko idących eksperymentów formalnych oraz swobodnego żonglowania konwencją filmu dokumentalnego w najbardziej pierwotnym ujęciu "cinema verite", czy też wręcz formułą mock documentary, a także z współpracy z naturszczykami.
"Zwyczajna rodzina" w tym kontekście jest dziełem zaskakująco konwencjonalnym, przy czym ten przymiotnik nie ma w tym miejscu pejoratywnego znaczenia. Mając na uwadze dotychczasową twórczość młodego reżysera, jest to też film najbardziej narracyjny, a przez to akceptowalny dla zwykłego widza poszukującego w kinie, niekoniecznie "azjatyckim" per se, zajmujących historii.

Tytuł ten przypomina nagrodzony Złotą Palmą na festiwalu w Cannes w 2005 r. obraz braci Dardenne zatytułowany "Dziecko", czy też nawet, choć to już zupełnie luźne skojarzenie, zapomniany nieco film Sławomira Kryńskiego, "Dziecko szczęścia" z 1991 r.

Okazuje się zatem, iż mimo szerokości geograficznych kino może oddziaływać na porównywalny w każdym obszarze geograficzno-kulturowym zestaw emocji widza. Eduardo Roy Jr. nie byłby jednak sobą, gdyby nie przemycił do swojego najnowszego dzieła pewnych zgrabnych formalnych rozwiązań, które co prawda szatkują nieco linearny obraz, ale wprowadzają refleksje o naturze i wszechobecności współczesnych mediów w ich wielorakich wymiarach. Oglądamy otóż sekwencje zarejestrowane przez miejski monitoring, który, co w tym miejscu jest symptomatyczne, dokumentuje czyny przestępcze. W filmie pojawiają się też sekwencje zrealizowane przy pomocy telefonu komórkowego, a także ujęcia nakręcone w konwencji telewizyjnej mydlanej dokudramy.

Każde z tych stylistycznych narzędzi ma w filmie swój głęboki sens, kreśli bowiem katalog instytucji żerujących na tragicznym położeniu głównych bohaterów, by wymienić w tym miejscu chociażby tradycyjne i społecznościowe media, miejskie służby, policję, czy tez organizacje pomocowe. Warto w tym miejscu wspomnieć o przewrotnym ironicznym tytule filmu oddającym stan ducha i determinację bohaterów walczących o zachowanie w niesprzyjających warunkach społeczno-ekonomicznych godności.

Drugi z konkursowych tytułów jest z jednej strony o tyle podobny do wspomnianego wyżej obrazu "Zwyczajnej rodziny", że jest równie narracyjny, a przez to atrakcyjny dla europejskiego widza niechętnego arthousowym eksperymentom Lav Diaza. Z drugiej strony, oferuje odmienną estetykę daleką od werystycznej chropowatości filmu Eduardo Roya, Jr. Twórcy "Dziecka Apokalipsy" mają rodowód reklamowo - teledyskowy i to widać w ich pełnometrażowym filmie. Całość przypomina modowy edytorial, reklamę lub muzyczny klip i urzeka warstwą wizualną, będącą wręcz optycznym ekwiwalentem muzycznych chilloutowych przebojów serwowanych przez rozgłośnię Chilli Zet.
Jest przy tym wszystkim zbiorowym portretem generacji surfujących i korzystających z życia młodych hipsterów, których możemy również znaleźć w obecnym wciąż na polskich ekranach dokumencie Michała Marczaka “Wszystkie nieprzespane noce”. Przede wszystkim jednak wciąga widza w złożony świat protagonistów dramatu i ich skomplikowane relacje rodzinne, a także, niczym w "Kocham kino" Piotra Łazarkiewicza, ukazuje zgubne skutki tkwienia w stworzonych przez siebie osobistych mitach, których zaczynem staje się wizyta ekipy filmowej realizującej ikoniczny "Czas Apokalipsy", kręcony rzeczywiście w tych plenerach kilka dekad temu.

Jak zatem widać na festiwalowych przykładach, kino wyspiarskiego kraju z Azji Południowo-Wschodniej ma potencjał i z pewnością znajdzie widownię także w naszym kręgu kulturowym, jeśli damy tej kinematografii szansę i umożliwimy prezentację dzieł filipińskich twórców w normalnej dystrybucji kinowej.

kontakt: info@piecsmakow.pl
© Fundacja Sztuki Arteria, realizacja: Pracownia Pakamera + Multiversal