Kino Azji

29 kwietnia 2014

Udine 16. Far East Film Festival: The Raid 2 i walczące lolity

The Raid 2

Festiwal w Udine to święto kina popularnego. W niewielkim włoskim mieście już po raz 16. obejrzeć można najbardziej kasowe hity dalekowschodnich ekranów – filmy gangsterskie, komedie, horrory, melodramaty i wszelakie wariacje na temat tych i innych gatunków.

To doskonałe uzupełnienie dla innych festiwali, skoncentrowanych na kinie autorskim, arthouse’owym i niezależnym – choć profil pokazywanych tu produkcji jest znacznie lżejszy, pozwalają one przyjrzeć się fantazjom, rządzącym masową wyobraźnią azjatyckiej widowni.

Wysuwanie socjologicznych wniosków na podstawie komedii romantycznych jest zabiegiem raczej ryzykownym, trzeba jednak przyznać, że wpływ seriali i kina popularnego na to, w jaki sposób społeczeństwo tworzy swoje definicje  sukcesu, szczęścia, udanych relacji z innymi, jest więcej niż znaczący. Festiwale takie jak w Udine pozwalają zobaczyć wiele takich produkcji równolegle – dzięki czemu gdzieś pomiędzy wybuchem, policyjnym pościgiem i kolejnym obrazem emocjonalnych zmagań pięknych ludzi w pięknych wnętrzach pojawiają się kwestie znacznie bardziej ważkie, wiele mówiące o współczesnej kulturze masowej, nie tylko azjatyckiej.

Takim właśnie spotkaniem (czy może – zderzeniem) stała się projekcja chińskiej komedii romantycznej Tiny Times 1 i wyświetlanego tuż po niej dokumentu The Road To Fame. Pierwszy to nieskomplikowana historia oparta o format Seksu w Wielkim Mieście skrzyżowanego ze sprawdzoną formułą filmu Diabeł ubiera się u Prady. Rozmarzona przyszła projektantka w powiewnych sukienkach, energiczna sportsmenka śmiejąca się zawsze za głośno, aspirująca bizneswoman z bogatej rodziny i ambitna narratorka filmu, która właśnie dostała pracę asystentki w redakcji prestiżowego magazynu o modzie: cztery przyjaciółki z efektownie filmowanego Szanghaju, ich pierwsze zawodowe sukcesy i miłosne porażki.

Film na podstawie bestsellerowej powieści Guo Jingminga, który jest też jego reżyserem, osiągnął ogromny komercyjny sukces, zarabiając ponad 80 milionów dolarów. Nie przeszkodziła w tym przewidywalna jak czarne szpilki fabuła, sztampowe postaci i niezaskakujące zwroty akcji. Szklane ściany wieżowców i parada luksusowych metek okazała się dobrze odpowiadać na materialistyczne tęsknoty chińskiej klasy średniej. Seksu tu niewiele, relacje miłosne między bohaterami sprowadzają się głównie do romantycznych spojrzeń i wymiany zaręczynowych pierścionków: małżeństwo to jednak przede wszystkim biznes, jak pokazuje matka jednego z bogatych bohaterów, aranżująca jego przyszły związek. To zresztą jedyny wątek, w którym instytucja rodziny ma jakiekolwiek znaczenie – wszystkie bohaterki wydają się oderwane od swoich rodziców, są samodzielne, aktywne zawodowo,  wyemancypowane (przynajmniej dopóki surowy szef nie sprowadzi ich do parteru).

Dokument Hao Wu opowiada z kolei o środowisku studentów pekińskiej akademii artystycznej, przygotowujących we współpracy z broadwayowskim reżyserem dyplomowy musical „Fame”. Przeszczepienie na chiński grunt klasycznej amerykańskiej historii o obsesji sławy okazuje się celną diagnozą sytuacji. Reżyser koncentruje się na członkach drugiej obsady – którzy do końca walczą o to, by znaleźć się w gronie wybrańców, co staje się pretekstem do pokazania nie tylko ich indywidualnych ambicji i emocjonalnych zmagań, ale też sportretowania dość szerokiego spektrum społecznego. W przeciwieństwie do Tiny Times tutaj rodziny bohaterów są bardzo ważnym kontekstem.

Do prestiżowej Akademii, wśród której absolwentów są Gong Li czy Zhang Ziyi, dostaje się niecały 1% aplikujących, są to jednak studenci ze wszystkich warstw społecznych. Jednemu z bohaterów rodzice kupili dwupiętrowy apartament, którego jeden pokój wypełniają markowe buty. Ojciec drugiego, wywodzący się z ubogiej rodziny rolniczej, zarabia na jego studia jako kierowca furgonetki. Młodych tancerzy i aktorów łączy jedno: to pokolenie kontroli urodzin, są jedynakami, dla których rodzice gotowi są na wszelkie wyrzeczenia – i na których równocześnie spoczywa gigantyczna odpowiedzialność za dalsze losy rodu. Ich sukces ma przynieść dumę rodzinie, wynagrodzić  rodzicom i dziadkom lata poświęceń; ma być równocześnie spełnieniem konsumpcyjnych marzeń o dobrobycie i indywidualnej sławie. Wszystko to w zderzeniu z twardymi realiami świata mediów i rywalizacji z trzystu tysiącami innych młodych aktorów, tancerzy i piosenkarzy, którzy marzą o wielkiej karierze w Państwie Środka.

Festiwalowe spotkania w Udine zdarzają się nie tylko na poziomie fabuły – równie ciekawe jest śledzenie gatunkowych formuł, wykorzystywanych z lepszym lub gorszym skutkiem. Oczekiwany przez wielu sequel indonezyjskiej produkcji, The Raid 2: Berandal, znalazł się w programie tuż przed japońską erotyczną komedią akcji Girl’s Blood. Choć poziom techniczny obydwu produkcji jest nieporównywalny, to jeśli chodzi o strukturę opowieści, można byłoby się pokusić o eksperyment – wyświetlenie obu filmów na sąsiadujących ekranach. Jestem pewna, że występujące w regularnych odstępach sceny efektownych walk, prezentacji wrogów i zwrotów akcji, pojawiałyby się w obydwu filmach niemal równocześnie. A ponieważ w pierwszym filmie biją się sami chłopcy, a w drugim same dziewczyny – byłaby to projekcja przyjemnie komplementarna.

Raid 2 to rzecz jasna produkt z nieco innej półki: wysmakowana wizualnie brutalna opowieść o niepokonanym Ramie, który mierzy się z kolejnymi przeciwnikami (nierzadko kilkunastoma naraz), by ukrócić mafijne działania. Fabuła nie ma tu zresztą większego znaczenia – kluczowe są choreograficznie oszałamiające sceny walk,  w których kończyny są obijane, wyłamywane i wykręcane na najbardziej wyrafinowane sposoby. Kamera porusza się wśród walczących w sposób, który każe zadań pytanie o jej materialność, bo wprowadzenie operatora między ścierające się ciała wydaje się niemożliwością. Nawet jeśli – podobnie jak dwie wcześniejsze części cyklu, Marantau i The Raid – Redemption – przypomina nieco śledzenie gry komputerowej, w którą gra ktoś inny, siła tego obrazu wciąga potężnie. Fani gatunku nie będą zawiedzeni.

Zestawienie The Raid z frywolną japońską komedią może być dla wielu obrazoburcze, pokazuje jednak, że dobrze skonstruowany gatunkowy scenariusz udźwignie nawet najbardziej dziwaczne koncepcje fabularne i niezbyt wybujały budżet. Tym razem do walki staje grupa dziewczyn z nielegalnego show o tytułowej nazwie Girl’s Blood. Na ogrodzonej siatką arenie, ku uciesze publiczności, walczą ze sobą amatorki i profesjonalistki - lolitki w różowych falbaniastych sukienkach, gotycka ekspertka od praktyk sadomasochistycznych, seksowna pielęgniarka czy milcząca mistrzyni karate. Dalszy los zgranego teamu staje jednak pod znakiem zapytania, gdy dołącza do nich tajemnicza dziewczyna w chińskiej sukience – za którą, jak się okazuje, podąża jej zaborczy mąż, głowa słynnego klanu karateków.

Sceny walk – między dziewczynami, a potem w obronie grupy - są tu rzecz jasna mało wyrafinowane technicznie i niezbyt brutalne, a kamera krąży między bohaterkami  nie po to, by ukazać ich umiejętności, lecz raczej by podziwiać ich kobiecą anatomię.  Tempo jest jednak równie dynamiczne, a twórcy nie ograniczają się do najbardziej ogranych elementów, wprowadzając zaskakujące wątki, pokazujące psychologiczne tło wyborów bohaterek i ich wzajemne relacje, także miłosne. Jest to też produkcja – wbrew pozorom – bardziej wywrotowa niż konserwatywny The Raid, w którym posępny bohater, jak w Dniu Niepodległości czy innych sztampowych amerykańskich superprodukcjach, walczy nie tyle o sprawiedliwość i porządek społeczny, co o bezpieczeństwo swojej żony i synka(zieeew). Dziewczyny z Girl’s Blood walczą o przetrwanie swojego zespołu, który daje im niezależność i jest rodziną z wyboru, a zarazem o prawo do decydowania o sobie i definiowania na nowo ikon tradycyjnej kultury (przedstawicielki nisko cenionej branży rozrywki walczą tu wszak z symbolami kultury japońskiej, rodem mistrzów karate).   Mimo pozornej błahości, historia o walczących dziewczynach ma sporo ciekawych rzeczy do powiedzenia.

 

Jagoda Murczyńska


kontakt: info@piecsmakow.pl
© Fundacja Sztuki Arteria, realizacja: Pracownia Pakamera + Multiversal