Archiwum - 7. Festiwal Filmowy Pięć Smaków

"Wilgotne sny": Krzysztof Osica

Fang Lei jest młodą przedstawicielką chińskiej wyższej klasy średniej. Z zewnątrz jej życie wydaje się idealne, zajmuje się domem, ma małą córeczkę, a jej mąż jest porządnym człowiekiem. Sielankę zakłócają pojawiające się sny, w których bohaterka uprawia seks z tajemniczym mężczyzną. Wraz z pojawieniem się erotycznych wizji Fang Lei wychodzi ze społecznej roli opiekunki domowego ogniska, którą grała do tej pory z pełnym zaangażowaniem, co przejawia się nie tylko w niechęci do gotowania pierożków małżonkowi, ale też w poczuciu winy, którego chce się pozbyć przy jednoczesnym znalezieniu ujścia dla swoich pragnień i zachowaniu godności. Akcja filmu skupia się na pokazaniu prób wyzwolenia się, jakie podejmuje protagonistka - udaje się do taoistycznego kapłana, który próbuje z niej wypędzić demona, ociera się o psychiatrię, by w końcu spróbować pomocy w buddyjskim klasztorze.

Film Yang Liny rozgrywa temat kobiecości również w sposób wspólnotowy. Ostatecznie to społeczność kobiet odprawiająca rytuał ekstatycznego tańca daje nadzieję na przełamanie impasu. Męscy bohaterowie wydają się zupełnie nierzeczywiści i porozumieni z nimi jest niemożliwe. Męża interesuje jedynie bicie rekordów we "Fruit ninja", mężczyzna ze snów daje jedynie rozkosz, przed żigolakami w klubie można się conajwyżej upodlić, a buddyjscy mnisi są dalecy i niedostępni. Choć świat kobiet jest równoległy do świata mężczyzn, widzom dane jest obejrzeć jedynie ten pierwszy. Na to nakłada się dziwna realność i rzeczywiste fantazje, co przekłada się na filmową formę. Na początku, gdy Fang Lei pozostaje głęboko zanurzona w obowiązkach żony i matki obraz jest niemal dokumentalny, nieco ziarnisty, nie przeestetyzowany. Pierwszy sen przynosi zmianę, postaci pokazywane są w bliskich planach, by do finału nie powrócić do pierwotnego obrazowania. Bohaterka traci rozeznanie w tym, co jest prawdziwe, a co jedynie urojone, a widz wraz z nią zanurza się w coraz bardziej onirycznych obrazach.

"Wilgotne sny" można odczytywać jako manifest kobiet pragnących żyć własnym życiem. Ciało kobiety było czymś, co każda ideologia próbowała zawłaszczyć. Próby zerwania tego gorsetu były już wielokrotnie pokazywane w kinie, warto przytoczyć chociażby "Piękność dnia" Buñuela. Yang Lina dokonuje podobnego gestu, jednak brak jej radykalizmu jakim obdarzone jest dzieło hiszpańskiego surrealisty. Należy to postrzegać jako zaletę, gdyż łatwiej jest utożsamić się z główną bohaterką i poczuć jej zagubienie, a to w emocjach leży największa siła tej produkcji.


Autor: Krzysztof Osica

kontakt: info@piecsmakow.pl
© Fundacja Sztuki Arteria, realizacja: Pracownia Pakamera + Multiversal