Archiwum - 7. Festiwal Filmowy Pięć Smaków

"Jiseul": Maja Korbecka

Choć wydaje się, że oglądamy uniwersalną opowieść o przekleństwach wojny, warto pamiętać, że "Jiseul" jest filmem jak najbardziej lokalnym, wpisanym w kontekst kulturowy i historyczny wyspy Czedżu. Przez to staje się czymś więcej niż filmem o tematyce martyrologicznej, rozliczającym wojenną przeszłość.

Pierwsze wrażenie, które narzuca się już w pierwszych minutach "Jiseul" to kontrast, obecny zarówno w warstwie wizualnej jak i fabularnej. Wrażenie spotęgowane czarno-białymi zdjęciami, umownym podziałem bohaterów na lokalnych mieszkańców i obcych agresorów-żołnierzy, zderzeniem dynamicznych scen akcji z konwencją slow cinema,występowaniem obrazów niedoświetlonych wnętrz jak i ujęć otwartych przestrzeni. Konsekwentnie budowana estetyka filmu budzi skojarzenie z "Koniem turyńskim" Beli Tarra.

Główna oś filmu to problem wysiedlenia mieszkańców wyspy Czedżu, spowodowanego antykomunistyczną reakcją wojsk rządu w Seulu i jego amerykańskich sojuszników na lewicowe powstanie zorganizowane przez partyzantów w 1948 roku. Separatystyczna tradycja wyspiarska wraz z nastrojami społecznymi w Korei u progu lat 50. wywołała chaotyczną, krwawą interwencję, której ofiarami stali się prości ludzie, wyrwani z kontekstu globalnej sytuacji politycznej.

Reżyser filmu, O Muel, decyduje się przedstawić masakrę 1948 roku nie z perspektywy oficjalnej historii lecz z perspektywy pamięci jednostek. Indywidualny i bardzo osobisty punkt widzenia reprezentuje scena ukrycia się lokalnej ludności w jaskini, nawiązująca do konwencji roman-photo. Kilkuminutowe, statyczne ujęcie ludzi kłębiących się w dwóch rzędach pod ziemią, przypomina stare zdjęcie z rodzinnego albumu. Idea rodziny i przywiązania do ziemi ojczystej stają się najważniesm zyzagadnieniem poruszanym w Jiseul, zwracając uwagę na kontekst kulturowy (ludowy i konfucjański) Korei. Cały film przez to staje się nie tylko hołdem dla zmarłych, lecz rytuałem przodków, którego nikt po ich śmierci dla nich nie odprawił, a w związku z tym, według wierzeń, byli skazani na błąkanie się po świecie, bez możliwości przejścia do zaświatów. Film samą swoją formą - podziałem na cztery segmenty, przypomina tradycyjny czteroczęściowy koreański jesa - rytuał przodków. Podkreślenie znaczenia ognia i jedzenia, czyli podstawowych elementów rytualnych, także nakierowuje na tą interpretację. Poprzez tytuł ("jiseul" w dialekcie czedżu oznacza ziemniaka, podstawowy pokarm), film może funkcjonować jako substytut jedzenia ofiarnego, najprostszego a zarazem wymownego.

Pomimo kilku patetycznych scen, "Jiseul" pozostaje filmem bardzo osobistym, czasami rozbrajająco dosłownym. Przywiązanie do ziemi jest w filmie potraktowane w przenośni ale także zupełnie bezpośrednio bohaterowie ukrywają się pod ziemią. Ponadto film idzie w kierunku funkcji magicznej i symbolicznej, co w połączeniu z elementami humoru stanowi jego siłę. Wreszcie daje możliwość poznania losu ludzi wykluczonych z oficjalnego obiegu historii, zapomnianych, a przez to zawieszonych w pustce pomiędzy światem żywych i zmarłych.


Autorka: Maja Korbecka

kontakt: info@piecsmakow.pl
© Fundacja Sztuki Arteria, realizacja: Pracownia Pakamera + Multiversal