Archiwum - 6. Festiwal Filmowy Pięć Smaków

Spojrzenie z bliska: malezyjskie kino grozy

"Horrory są bliskie naszej kulturze" – stwierdził w jednym z wywiadów Ahmad Idham. To jeden z czołowych przedstawicieli malezyjskiego kina grozy – doskonale więc wie, co mówi.

Komediowy horror w jego reżyserii, "Hantu Bonceng" (2011) zarobił ponad 8,5 mln ringgit (ok. 3 mln dolarów) i zajął trzecie miejsce na liście największych kasowych przebojów malezyjskiego kina. Komercyjny sukces filmu Idhama nie osiągnąłby takiej skali, gdyby reżyser zawdzięczał go tylko zaletom samego obrazu. Bowiem u źródeł powodzenia filmu leży znajomość rodzimej kultury, w której wszystko to, co dziwne, straszne i nadnaturalne ma swe głębokie uzasadnienie w tradycji.

A imponująca to tradycja. Składa się na nią dorobek kulturowy zarówno pierwotnych mieszkańców Półwyspu Malajskiego i północnego Borneo, jak też napływowej ludności z Indii, Chin, Syjamu (Tajlandii), Indonezji czy nawet z Europy (Portugalczycy, Holendrzy, Anglicy). Przywozili oni wraz z dobytkiem także własne wierzenia, zwyczaje i obyczaje. Znaczna część z nich przetrwała do dziś, mimo że od końca XV w. religią dominującą w Malezji jest islam - wyznawany przez 60% mieszkańców. W wielokulturowym społeczeństwie wytworzył się specyficzny rodzaj duchowości. Wiara w Allaha funkcjonuje u Malezyjczyków na równi z wiarą w ochronną moc różnego rodzaju talizmanów i amuletów, a zarazem w niszczycielską siłę czarnej magii i złych duchów. Przykładów tej ostatniej, mimo iż oficjalnie zakazanej, nie trzeba długo szukać. W 2010 roku pięciu malezyjskich policjantów padło ofiarą "klątwy żab", santau katak puru, i dopiero interwencja bomoha (szamana) uwolniła mężczyzn od jej groźnych skutków.

Bez interwencji bomoha, zwanego także dukun, nie obyło się w innej głośnej sprawie, która miała miejsce w Kuatan, w maju 2008 roku, kiedy to trzydzieści pięć uczennic miejscowej szkoły dostało ataku histerii wywołanego przez nieznaną, nadnaturalną siłę. Nie był to odosobniony incydent, bowiem przypadki masowej histerii wśród młodzieży szkolnej są odnotowywane od 1962 i stały się nawet przedmiotem interwencji na szczeblu ministerialnym. Bo jeśli istnieje czarna magia, to także groźne, mściwe demony. Ahmad Idham przyznał, że gdy podczas kręcenia jednego z horrorów zmarł nagle kaskader, członkowie ekipy nie mieli wątpliwości. Winne były złe duchy. Od tamtego wydarzenia, gdy zaczyna realizację kolejnego filmu grozy, odprawia modły do Allaha i szuka wsparcia u wujka, islamskiego duchownego.

seru2
Kadr z horroru "Seru", reż. Woo Ming Jin i Pierre Andre

Ponieważ  w Malezji wiara w duchy jest powszechna i zupełnie naturalna, czy może dziwić rosnąca popularność kina grozy? Wedle danych z 2011 roku  gatunek ten reprezentowało osiemnaście filmów, podczas gdy jeszcze dziesięć lat temu rodzimy horror był niemal zupełnie nieobecny w kinach. Był to efekt polityki rządu konserwatywnych islamistów na czele z Mahathirem bin Mohammadem, który po objęciu w 1981 r. urzędu premiera doprowadził do niemal całkowitego zakazu wyświetlania horrorów, uznanych za ostoję zabobonów i pogańskich wierzeń.

Przełomowy okazał się obraz Shuhaimi Baby "Pontianak Harum Sundal Malam" (2004) z piękną Mayą Karin w roli mściwego ducha. Obraz zarobił 3,2 mln ringgit i wyświetlany był w dwudziestu dziewięciu kinach, co potraktować należało jako wyjątkowe wyróżnienie. Film Baby odniósł także znaczący sukces artystyczny, uzyskując nagrody rodzimego przemysłu filmowego za najlepszą reżyserię i zdjęcia, a także - co istotne - zdobywając rozgłos za granicą (m.in. nagroda dla Mayi Karin na Asia-Pacific Film Festival). Wyprodukowany w 2005 roku sequel, "Pontianak Harum Sundal Malam 2" również okazał się komercyjnym i artystycznym osiągnięciem. I sypnęło horrorami.

Lecz historia malezyjskiego kina grozy zaczyna się znacznie wcześniej. W 1937 roku dwaj pochodzący z Hongkongu bracia, Run Run i Run Me Shaw przenieśli część studia filmowego z Szanghaju do Singapuru, do niewielkiej posesji na Amper Road. To właśnie tam powstała wytwórnia Malay Film Productions, która wraz z założoną w 1956 przez Ho Ah Loke i Loke Wan Tho Cathay Keris Film Productions, zdobyła dominującą pozycję na malezyjskim rynku, zapisując się chwalebnie także na polu filmowej grozy.

Studio Cathay Keris odpowiedzialne było za produkcję pierwszego malezyjskiego horroru, "Pontianak" (1957), który wyreżyserował doświadczony, indyjski twórca B. Narayan Rao. Film niestety nie zachował się do dziś, ale wiadomo że opowiadał historię pięknej wieśniaczki, która przemieniła się w pontianaka, rodzimego odpowiednika wampirzycy. Sukces filmu sprawił, że studio kontynuowało serię w kolejnych odsłonach: "Dendam Pontianak" (1957), "Sumpah Pontianak" (1958) oraz "Pontianak Gua Musang" (1964). Wszystkie wymienione filmy wyreżyserował Rao, a tytułową rolę zagrała Maria Menado, która dzięki występom w roli upiora zdobyła sławę i uznanie krytyki. Przy czwartym z serii filmów o pontianaku wyprodukowanym przez Cathay Keris Menado wystąpiła nie tylko jako aktorka, lecz także pełniła funkcję koproducenta.

Na sukcesy rywala bracia Shaw z Malay Film Productions odpowiedzieli prawie natychmiast. W 1958 roku wyprodukowali własną wersję historii o straszliwej wampirzycy: "Anak Pontianak" autorstwa Ramóna A. Estelli. Estella jeszcze dwukrotnie powracał do opowieści o upiorze - w "Pontianak Kembali" (1963), w którym po raz ostatni w "pontianakowej" serii wystąpiła Maria Menado, oraz w "Pusaka Pontianak" (1965). Ten ostatni zamknął klasyczną serię, którą bez większego powodzenia starali się wskrzesić Roger Sutton w 1975 roku filmem "Pontianak", a w 2000 Djinn produkcją "Return to Pontianak". Triumfalny powrót najsłynniejszego malezyjskiego straszydła nastąpił dopiero za sprawą dylogii Shuhaimi Baby "Pontianak Harum Sundal Malam", by już na dobre zadomowić się we współczesnym malezyjskim horrorze. Ale to już zupełnie inny rodzaj kina.

W filmach Rao i Estelli, choć wyprodukowanych przez rywalizujące wytwórnie, zwracała uwagę ta sama staroświeckość realizacji, tandetna charakteryzacja filmowych potworów i anachroniczne efekty specjalne typowe dla kina klasy B, a także niepowtarzalny urok kampongu, tradycyjnej wiejskiej społeczności, na której łonie rozgrywały się rzeczy przerażające, ale też zabawne. Charakterystycznymi elementami serii o pontianaku z lat 1957-1965 były także wywodzące się z tradycyjnej malezyjskiej opery bangsawan sceny wokalno-taneczne oraz liczne elementy komediowe. Horrory o komediowym zabarwieniu wciąż cieszą się ogromnym powodzeniem, o czym może świadczyć fakt, że najbardziej dochodowym filmem grozy w historii malezyjskiego kina jest wspomniany komediowy "Hantu Bonceng".

Współczesny horror z Malezji uległ znaczącemu przeobrażeniu. Choć na życie bohaterów wciąż dybie pontianak lub jedna z jego odmian, filmowa groza straciła niewinność. Symbolem zmian jest pochodzący z 2006 roku kontrowersyjny horror "Dukun" wyreżyserowany przez Daina Saida. Nowocześnie zrealizowany, opowiada historię zainspirowaną głośną sprawą rytualnego mordu popełnioną w 1993 roku na parlamentarzyście, Datuku Mazlanie Idrisie. Morderstwo było wyjątkowo okrutne: głowa została odcięta a ciało poćwiartowane, co też wiernie zostaje odtworzone w filmie. Skutek? "Dukun" do tej pory nie doczekał się oficjalnej premiery w malezyjskich kinach. Niemniej znalazł naśladowców w kwestii bezkompromisowego ukazywania przemocy na ekranie. Obrazy takie jak "Histeria" (reż. James Lee, 2008), "Mantra" (reż. Azhari Mohd Zain, 2010), "Seru" (reż. Woo Ming Jin i Pierre Andre, 2011), "Keramat" (reż. Azhari Mohd Zain, 2012), a nawet w istocie komediowy "Karak" (reż. Yusry Abd Halim, 2011) przepełnione są prowokacyjną dawką przemocy, choć nadal jej otwarte prezentowanie może spotkać się z interwencją cenzorów.

Brutalizacja malezyjskiego kina grozy jest w istocie incydentalna, lecz wskazuje na ważne zjawisko. W dobie globalizacji horror stał się gatunkiem kosmopolitycznym, którego formę kształtuje już nie tylko lokalna kultura, ale też wpływy zewnętrzne. Nie powinny zatem dziwić obrazy, które nawiązują do popularnych na świecie odmian horrorów. I tak "Zombi kampung pisang" (2007) to komediowa w tonie opowieść o żywych trupach, "I Know What U Did Last Raya" (2004) to malezyjska wersja amerykańskiego teenage slashera "Koszmar minionego lata" (1991), "Jun Huatan" (2009) to mieszanka survival horroru i monster movie, a wspomniany "Seru" Woo Ming Jina i Pierre’a Andre odsyła do rozsławionej przez takie obrazy jak "Paranormal Activity" i "[Rec]" konwencji mockumentary i autotematycznego slashera spod znaku "Krzyku" Wesa Cravena. "Seru" jest jednak przykładem filmu, który nie podporządkowuje się obcej konwencji, lecz inkorporuje ją, by opowiedzieć jak najbardziej klasyczną dla rodzimego kina grozy opowieść o czarnej magii i opętaniu. Podobną twórczą strategię znajdziemy w bodaj najciekawszym malezyjskim horrorze "Susuk" (2008) w reżyserii Naeima Ghalili i Amira Muhammada, w którym formuła horroru okultystycznego, znana choćby z takich obrazów jak "Wyznawcy zła" czy "Dziewiąte wrota", znajduje umocowanie w rodzimej demonologii i czarnej magii. Przy okazji tego obrazu warto zwrócić uwagę, że popularności horroru nie oparli się nawet wybitni twórcy kina artystycznego: Amir Muhammad, Woo Ming Jin oraz James Lee.

Codzienność malezyjskiego kina wypełniają obrazy grozy nie skrywające swej komercyjnej, wybitnie rozrywkowej natury. "Hantu Bonceng", "Ngangkung", "Hantu Kak Limah Balik Rumah" - wszystkie są komediowymi horrorami i to do nich należą rekordy sprzedaży biletów. Popularnością cieszą się także jawnie odtwórcze horrory, takie jak "Jangan Pandang Belakang" (reż. Adham Idham, 2007) czy "Antoo Fighter" (reż. Azizi Chunk, 2008), nawiązujące do klasyków kina grozy, "Klątwy Ju-on" czy "Ghost Busters". Nie znaczy to jednak, że horror malezyjski nie stara się podejmować trudnych, niecodziennych tematów. "Seed of Darkness" (reż. Michael Chuah, 2006) mierzył się z tematyką zapłodnienia in vitro, "Anak" (reż. Barney Lee, 2008) ostrzegał przed zgubnymi skutkami aborcji, "2 Alam" (reż. Ed Zarith i Hairie Othman, 2010) poruszał temat transseksualności, a wspomniany "Dukun" ukazywał niebezpieczny wpływ czarnej magii na życie politycznych elit Malezji. Żadnego jednak z tych filmów nie zobaczymy na czołowych miejscach box office’u.

Malezyjski horror rozkwita, a jednak jego jutro nie jawi się w jednoznacznie różowych barwach. Naczelna Rada Fatwy, najwyższy organ opiniodawczy muzułmańskiej większości określa horror mianem "bezproduktywnego" dla rozwoju kraju. Los kina grozy wciąż bowiem uzależniony jest od uwarunkowań polityczno-wyznaniowych. Gatunek znalazł się także na rozdrożu artystycznym, co najlepiej oddaje wypowiedź Ahmada Idhama: "Jest dość trudno odkrywać nowe rzeczy. Jako filmowiec muszę myśleć poza konwencją, ale kiedy zaczniesz myśleć w ten sposób, widzowie mogą tego nie zaakceptować". Którą drogą podąży malezyjskie kina grozy – czas pokaże.


Krzysztof Gonerski

kontakt: info@piecsmakow.pl
© Fundacja Sztuki Arteria, realizacja: Pracownia Pakamera + Multiversal