Archiwum - 9. Festiwal Filmowy Pięć Smaków

John Woo a światowe kino akcji

"Hard Boiled. Dzieci triady", reż. John Woo

W Hollywood, największej i najskuteczniejszej wytwórni świata, filmy realizowano niegdyś przede wszystkim dla widzów ze Stanów Zjednoczonych, a niejako przy okazji dla całej reszty. Zmiany, jakie zaszły na mapie globalnych dochodów z kin, ujawniającej coraz mniejsze znaczenie Ameryki Północnej, sprawiły, że dzisiaj hollywoodzkie opowieści tworzone są już z definicji dla widza światowego. Oznacza to, że muszą być znacznie bardziej uniwersalne. Czysto gatunkowe kino, oparte na amerykańskich mitach, będące w przeszłości podstawą serwowanego przez Fabrykę Snów menu, odchodzi do lamusa. Jest ono wypierane przez szeroko pojęte filmy akcji – ponadnarodowy stop gatunków, tematów i stylów, zacierający pochodzenie elementów, z których jest stworzony. Najwyższą formą tego kina i najpewniejszym źródłem finansowego sukcesu jest skierowany do widzów ze wszystkich części świata blockbuster, którego istotą jest jak najefektowniejsze opowiedzenie sensacyjnej historii, wypełnionej akcją – wybuchami, bijatykami, strzelaninami i pościgami. Wszystko przy jak najmniejszej ilości dialogów – ich sens może umknąć w przekładzie. Aby utrzymać zainteresowanie odbiorców, należy im nieustannie oferować coś nowego – zwiększać tempo, doskonalić efekty specjalne, wyzwalać coraz silniejsze emocje. Ciągła ewolucja jest więc podstawą i logiką kina akcji. Aby rozwój ten zapewnić, producenci muszą bacznie przyglądać się trendom pojawiającym się w innych kinematografiach, przejmować ich najzdolniejszych przedstawicieli, adaptować zmiany. Dzisiejsze techniki tworzenia sekwencji akcji wypracowane zostały w dużej mierze w ramach kinematografii azjatyckich, w filmach, które często nie zdobyły globalnej publiczności – chociażby ze względu na to, że nie zostały zrealizowane po angielsku.

 

Hard Boiled
Chow Yun-fat w "Hard Boiled. Dzieci Triady"

Język kina głównego nurtu był przez dekady doskonalony przez światowych mistrzów – z Ameryki Północnej, Azji i, w mniejszym stopniu, z Europy. Szukali oni odmiennych sposobów filmowego opowiadania, eksperymentowali z formą i stylem oraz, co niezmiernie ważne, inspirowali się sobą nawzajem. Żaden reżyser nie działa bowiem w próżni, a najwięksi twórcy kina nie ukrywają fascynacji pracami swoich kolegów. Podglądnie, cytowanie, polemizowanie – historię tego medium można postrzegać jako niezwykły, niekończący się dialog. Wzajemne inspiracje są prawdopodobnie najważniejszym kołem zamachowym filmowej ewolucji, dostarczającym X Muzie paliwa niezbędnego do dalszego trwania.

Ewolucja przebiega w naturalny sposób. Motywy i techniki, które są pozytywnie przyjmowane przez widzów i sprawdzają się na gruncie odmiennych kultur i gatunków, trwają i rozwijają się. Mainstream nie jest w tym procesie przystankiem końcowym, a jednym z jego elementów. O ile bowiem o kierunku migracji ludzi decydują pieniądze (i jest to zazwyczaj kierunek w stronę Hollywood, chociaż ostatnio się to zmienia wraz ze wzrostem potęgi kina chińskiego), myśl krąży bez ograniczeń.

Dlatego właśnie peryferyjna kinematografia hongkońska mogła stać się w latach 80. kluczowym miejscem dla dalszej ewolucji języka kina akcji. Za kamery chwyciła wtedy w brytyjskiej kolonii grupa filmowców wychowanych na światowym kinie, często edukowanych na Zachodzie. Jak w przypadku każdego nowofalowego ruchu, także ci twórcy zakwestionowali filmową tradycję swojego kraju, proponując w jej miejsce nowe tematy i innowacyjną estetykę.

Postacią centralną tej rewolucji był Tsui Hark – wybitny, wszechstronnie utalentowany producent i reżyser, który przypominał stare chińskie opowieści, dając im współczesną oprawę zachodniego kina gatunkowego, stosując między innymi najnowsze efekty komputerowe, animacje. Jego wytwórnia, Film Workshop, otwarta na eksperymenty – tak długo jak przynosiły zyski, wypuściła na rynek wiele przebojów i wychowała szereg znakomitych twórców. Najbardziej znanym z nich jest John Woo, który już pierwszym z trzech filmów zrealizowanych z Tsuiem odniósł spektakularny sukces. Było to gangsterskie "Lepsze jutro" z 1986 roku, pionierskie dzieło nurtu "heroic bloodshed". Zarówno ten, jak i kolejne obrazy Woo z lat 1986-1992 (aż do "Hard Boiled. Dzieci triady") splatają w sobie konwencje kina Wschodu i Zachodu; roi się w nich od różnorodnych nawiązań, które autor stosuje z kinofilskim znawstwem i stapia w stylistycznie spójną całość. Spotykają się więc u Woo m. in. klasyczne melodramaty i musicale, filmy gangsterskie, kino samurajskie i wuxia (przy którym pracował na początku kariery), westerny, a wreszcie hollywoodzkie filmy akcji z lat 80. Twórca cytuje też swoich ulubionych autorów – od mistrza skąpanego w psychodelicznych barwach kina gangsterskiego Seijuna Suzukiego, przez Jean Pierre Melville’a, twórcę chłodnych kryminalnych opowieści z Alainem Delonem, aż po Sama Peckinpaha i Sergia Leone – autorów, których prace wyznaczały nowe granice przemocy w kinie, i którzy budowę świata przedstawionego mocno opierali na montażu.

Samuraj
Alain Delon w "Samuraju"

Szukając sposobu na atrakcyjne opowiedzenie historii o współczesnych gangsterach, Woo wpadł na genialny pomysł. Zauważył, że potyczki tych bohaterów można przedstawić wykorzystując bogatą tradycję hongkońskiego kina, specjalizującego się od połowy lat 20. w filmach sztuk walk. Technicy i choreografowie od początku istnienia gatunków wuxia i kung fu głowili się jak najlepiej adaptować na ekran walki na miecze (wuxia) oraz ręce i nogi (kung fu). W tym celu sięgnęli po elementy Chińskiej Opery (w której fizyczne przygotowanie aktorów zawsze było kluczowe), ale też wypracowali szereg technicznych zabiegów z wykorzystaniem m.in. trampolin, zapadni czy linek, na których podwieszani byli aktorzy. Aby rekwizyty te ukryć i nadać walkom należytą dynamikę, stosowano coraz bardziej wyrafinowany montaż.

Woo zabrał swoim bohaterom miecze i dał im do rąk pistolety, przebrał w garnitury, a na miejsce ich działań wybrał zaułki trawionego przez chciwość i korupcję miasta. Począwszy od "Lepszego jutra" kung fu ewoluowało w gun fu – strzelający do siebie przeciwnicy byli w ciągłym ruchu, skakali, turlali się, wręcz tańczyli próbując uniknąć gradu kul (stąd inne, plastyczne określenie gun fu – bullet balet). Co również ważne, dystans między nimi stał się znacznie mniejszy niż w starszych filmach akcji. Takie podejście pozwoliło przenieść dynamikę tradycyjnych pojedynków do świata postaci posługujących się bronią palną i była to decyzja, która, nie przesadzając, zmieniła historię kina. Na bazie kina sztuk walk Woo zbudował szalenie skuteczny i efektowny spektakl – tak rytmiczny i elegancki, że aż surrealistyczny, oddalający kino sensacyjne od rzeczywistości jeszcze bardziej niż to miało miejsce do tej pory. Dzięki temu akcja stała się atrakcyjna jak nigdy, nabrała lekkości i polotu – w takiej formie można ją było zaprezentować światu. Hongkong przestawił się na produkcję filmów sensacyjnych i na prawie dekadę wyrósł na znaczącego producenta i eksportera filmowego, gwarantującego rozrywkę nawet jeżeli czasami niedbałą i eksploatacyjną, to zawsze szybką, szaloną i emocjonującą. I to było to, czego chciał światowy widz.

Dobre czasy dla hongkońskiej kinematografii skończyły się w połowie lat 90., ale stworzony przez Woo i kopiowany w setkach hongkońskich filmów model akcji okazał się tak skuteczny, że musiał trafić do kina głównego nurtu. Zmiana nie nastąpiła od razu, pomóc musieli autorzy – innowatorzy.

Nie można tu nie wspomnieć o Quentinie Tarantino. Twórca, który w latach 90. zrewolucjonizował amerykańskie kino niezależne, od początku kariery był ambasadorem filmów spoza głównego obiegu, a w okresie pracy nad swoim debiutem był zafascynowany produkcjami hongkońskimi. I stąd najbardziej ikoniczne kadry "Wściekłych psów": grupa ubranych w czarne garnitury przestępców czy Harvey Keitel z dwoma pistoletami – po jednym w każdej dłoni; inspiracją były tu właśnie filmy Woo. Cała fabuła i słynne zakończenie są wyraźną wariacją innego hongkońskiego klasyka – "Miasta w ogniu" Ringo Lama. Filmom Woo wiele zawdzięcza także filmowiec, który na początku lat 90. był wymieniany jednym tchem z Tarantino. Robert Rodriguez odniósł swój pierwszy duży sukces filmem "Desperado", w którym błyskotliwie połączył tradycje kina Woo i Peckinpaha, komponując baletowe sekwencji akcji i filmując je w zwolnionym tempie.

 

Wściekłe psy
Harvey Keitel we "Wściekłych psach"

Co ciekawe, także sam Woo miał okazję przemycać swoje pomysły do filmów hollywoodzkich, gdy stał się ich twórcą po wyjeździe do Stanów w roku 1992. Jego największym artystycznym sukcesem tego okresu pozostaje "Bez twarzy", w którym wygrywa wszystkie swoje ulubione motywy i tematy. Najciekawszym przypadkiem jest jednak "Mission: Impossible 2", druga odsłona przygód Ethana Hunta, w której doskonale widać zderzenie zachodniej i wschodniej tradycji filmowej. Niewiele jest blockbusterów, w których fabuła byłaby opowiedziana w tak nieprzejrzysty sposób, a w których nacisk na piękne sekwencje akcji byłby tak mocny.

John Woo kochał także kino europejskie i co najmniej jeden filmowiec ze Starego Kontynentu uczucie to odwzajemniał. Krytycy do dzisiaj postrzegają Luca Bessona jako najbardziej amerykańskiego z europejskich twórców, wydaje się jednak, że Francuz znacznie więcej zawdzięcza Azji. Fascynacja Wschodem przejawia się w wielu drobnych elementach filmów Bessona i czuć ją wyraźnie w dwóch obrazach z pierwszej połowy lat 90., które pomogły zbudować autorowi silną markę. W "Nikicie" i "Leonie Zawodowcu" reżyser mocno podbija stylizację, z lubością wykorzystując zwolnione ujęcia, przedkładając spektakl oraz wizualną i dramaturgiczną przesadę nad logikę i prawdopodobieństwo. Efekt finalny to oryginalna i bardzo egzotyczna mieszanka fusion – w "Leonie" Nowy Jork filmowany jest jak Paryż, a sekwencje akcji przywołują ducha hongkońskiego kina. Zgodne z tym duchem są także mocne postaci kobiece, zaludniające filmy francuskiego reżysera – m.in. Nikita, Cataleya, ostatnio Lucy.

W XXI wieku Besson nie potrafił odnaleźć formy jako reżyser, ale doprowadzając swoją logikę do maksimum jako producent i scenarzysta, odniósł wiele spektakularnych sukcesów finansowych. W kolejnych seriach, które wychodzą z jego wytwórni EuropaCorp. (bo rzadko kończy się na jednym filmie) przykłada się mniejszą wagę do scenariusza, stawiając na czystą akcję, efekt i adrenalinę. Znakomitym pomysłem okazała się próba znalezienia europejskiego odpowiednika sztuk walk. Padło na parkour, francuską sztukę przemieszczania się w niestandardowy sposób przez miasto. W filmach "Yamakasi – współcześni samurajowie" i "13 dzielnica" wystąpił sam twórca dyscypliny – David Belle, a jego spektakularna umiejętność poruszania się w miejskiej przestrzeni nadały filmom unikalnej dynamiki i świeżości. Besson jest często krytykowany za swoje eksploatacyjne podejście do kina, ale pamiętać należy, że to właśnie EuropaCorp. jest obecnie głównym eksporterem kina akcji ze Starego Kontynentu na cały świat. Logika jej funkcjonowania odsyła do Hongkongu lat 80.

 

13 dzielnica
Parkour w wykonaniu Davida Bella w "13 dzielnicy"

W Fabryce Snów hongkońskie podejście do realizacji sekwencji akcji trafiło do wysokobudżetowych produkcji dopiero pod koniec XX wieku dzięki "Matriksowi" rodzeństwa Wachowskich. Niespodziewany hit mało znanych twórców był objawieniem, bombą czystej energii pośród letnich blockbusterów. Sceny akcji zapewniły filmowi tytuł niespodzianki roku; z dzisiejszego punktu widzenia widać jednak, że oryginalności było tu tak naprawdę niewiele. Nowa była oprawa, wzmocniona przez wysoki budżet i cyfrowe efekty specjalne. Układy walk i strzelanin, zaplanowane przez samego Yuen Woo-pinga, najsłynniejszego hongkońskiego choreografa, który później pracował również z Tarantino ("Kill Bill") i Bessonem ("Człowiek pies"), w dużej mierze inspirowane były… ikonicznymi filmami kung fu i właśnie dziełami Woo – zwłaszcza "Lepszym jutrem II". Technika zapożyczona przez hongkońskiego reżysera w połowie lat 80. z kina sztuk walk do opowiedzenia historii gangsterskiej, teraz potwierdziła swoją skuteczność w filmie science fiction, rozgrywającym się w rzeczywistości wykreowanej cyfrowo. Odkrycie to pozwoliło Fabryce Snów wkroczyć w XXI wiek.

 

Matrix
Keanu Reeves i Hugo Weaving w "Matriksie"

A XXI wiek to ostateczne odejście od  prymitywnych strzelanin i postawienie na gun fu i sztuki walk, wzmocnione nieograniczonymi możliwościami cyfrowych efektów specjalnych. Połączenie to jest dzisiaj stosowane w większości blockbusterów, niezależnie od tego czy są to przygody Jamesa Bonda, Jasona Bourne’a bądź Ethana Hunta, czy adaptacje komiksowych opowieści o superbohaterach. Aktor kina akcji nie musi być już mięśniakiem, jak to miało miejsce w latach 80. czy 90., wystarczy, że jest sprawny i przygotowując się do roli przejdzie trening sztuk walk. Odejście od wykorzystywania siły fizycznej pozwoliło także na większy udział w kinie akcji aktorkom, z których wiele wybrało tę ścieżkę kariery. Pomysły Johna Woo, a szerzej całej kinematografii Hongkongu lat 80., pomogły zbudować nową wizualną i narracyjną jakość kina i nic nie zapowiada, aby miało się to w najbliższej przyszłości zmienić.

  

Marcin Krasnowolski

 

Filmy Johna Woo na 9. Pięciu Smakach

kontakt: info@piecsmakow.pl
© Fundacja Sztuki Arteria, realizacja: Pracownia Pakamera + Multiversal